czwartek, 23 czerwca 2016

'Masz łatwiej, bo masz grzeczne dziecko'. Jak znaleźć nić porozumienia z dzieckiem, gdy 'zły dzień' ciągnie się tygodniami?

Masz łatwiej, bo masz grzeczne dziecko. Spokojne, opanowane. Mało płacze, o wszystko pięknie poprosi, robi to o co poprosisz, ze wszystkim się zgadza, słucha, przeprasza, sprząta. 

Chciałabyś by Twoje dziecko takie było? Czego oczekujesz?

Zastanów się chwilę. Tak? Nie? Dlaczego? Bo to byłoby sprzeczne z jego rozwojem. Każde dziecko ma... dobre i złe chwile. Czasem jedne przeważają i trudniej Wam się porozumieć.

A my rodzice, podobnie, czasem mamy więcej siły, cierpliwości i zrozumienia dla dziecka, czasem nam go brakuje i postępujemy nie tak jak sobie założyliśmy. Potem żałujemy, może wyciągamy wnioski i kolejnym razem nie popełniamy tych samych błędów. 

Nie zawsze. Czasem nie potrafimy wyjść poza strefę komfortu. Nie mamy motywacji by szukać, uczyć się, doskonalić. Odnosimy się do najpopularniejszych metod, które nie pomagają, ale szkodzą.


W takim razie,  jak odnaleźć nić porozumienia z dzieckiem, gdy 'zły dzień' ciągnie się tygodniami? 

Każdy płacz coś wyraża. Każdy. Jeśli to płacz noworodka, niemowlaka, dwulatka, trzylatka, dorosłego itd. to każdy wyraża emocje, niezaspokojone potrzeby, frustracje. Płacz dziecka to dla nas sygnał. Nie jest przyjemny bo nie ma być. Ma sygnalizować, że dzieje się coś niepokojącego, a naszym zadaniem jest reagować. Czy możemy mieć pretensje do dziecka, że płacze? Często nam się wydaje, że nie ma powodu by płakało. Może próbujemy znaleźć razem z dzieckiem złoty środek, który nakieruje dziecko na inny sposób proszenia o coś czego chce, zamiast proszenie płaczem. 

Dziecko potrzebuje zrozumienia. My potrzebujemy również zrozumienia. Tylko czy my dorośli możemy wymagać od dziecka, aby nas zrozumiało, nasze odczucia i emocje? Kiedy samo jeszcze nie radzi sobie ze swoimi? 

Często gdy dziecko się złości, my też się złościmy. I odwrotnie. Gdy my jesteśmy sfrustrowani, dziecko doskonale to wyczuwa i odczuwa podobnie. Więc może warto zastanowić się, gdy dziecko wpada w złość i brakuje nam nici porozumienia z nim, DLACZEGO tak się dzieje. Skąd ta frustracja? Może to moje niewyjaśnione sytuacje z życia, trudności w pracy, stres, zmęczenie powoduje, że jestem poirytowany, zmęczony i nie mam siły rozumieć drugiego człowieka. 
Znacie zdanie szczęśliwa Mama równa się szczęśliwe Dziecko? Jest niezwykle prawdziwe. Dziecko czuje się szczęśliwe, gdy rodzic jest szczęśliwy. Proste. 

Gdy nasze potrzeby są niezaspokojone, odczuwamy dyskomfort i choć jako dorośli jesteśmy w stanie wytrzymać i rozumiemy to, że za chwilę sytuacja się poprawi, a nasze potrzeby zostaną zaspokojone, to dziecko odczuwa to zupełnie inaczej. 

We wspaniałej książce "Dialog zamiast kar', którą z całego serca polecam wszystkim rodzicom, znalazłam taki cytat:

"Dzieci nie są w stanie odraczać zaspokojenia własnych potrzeb, bo nie potrafią znieść towarzyszącego temu napięcia. Kiedyś uważano, że trzeba je w tym celu ćwiczyć. Dziś wiemy, że efekt takiego treningu jest wręcz odwrotny. Dziecko, które doświadcza stresu lub napięcia, nie rozwija się zgodnie z wewnętrznym rytmem. Jeśli jego delikatny system nerwowy byt wcześnie jest poddawany stresującym bodźcom, utrwala się w nim naturalna reakcja na stres, którą wg neurobiologów jest: ucieczka, atak lub zastygnięcie w bezruchu. Wykonując polecenia ze strachu, dziecko traci kontakt ze sobą i nie nawiązuje kontaktu z innymi".

ZROZUMIENIE dziecka, to klucz do sukcesu. To nie zawsze jest łatwe. Łatwiej jest obserwować z boku i zastanawiać się jakby się zachowało wobec dziecka w danej chwili. Łatwo też jest oceniać, jak postępuje inny rodzic i myśleć, że sami byśmy tak nie zrobili.

Łatwo jest też powiedzieć, że Twoje dziecko jest grzeczne. Warto jednak pamiętać, że nic nie dzieje się bez przyczyny. 

To nie jest tak że: "ono tak już ma" "robi mi na złość" "nie rozumie mnie" "ja robię tyle dla mojego dziecka, a ono tak mi się odpłaca". Dziecko rodzi się z natury dobre. Nigdy nie robi nam na złość. Ono próbuje pokazać nam, że jego potrzeby nie są zaspokojone. Jak my na to spojrzymy to już nasza kwestia. Ale spojrzenie na dziecko jako na "złe", "złośliwe" nie pomaga nam go zrozumieć. 
Zdaję sobie sprawę jakie zachowania powodują, że moje dziecko 'jest grzeczne', a kiedy nie. Pracuję nad tym prawie każdego dnia. 

Słucham, rozmawiam, wyrażam zrozumienie. 

Wierzę, że MOŻNA cały czas się doskonalić jako rodzic po to by nawiązać kontakt z dzieckiem. Wówczas lepiej będzie nam zrozumieć zachowania naszej pociechy. Jeśli można stać się lepszym człowiekiem, można lepiej się komunikować z innymi, można się rozwijać i szkolić to stać lepszym rodzicem też MOŻNA. Trzeba chcieć. To bardzo ciężka praca. Wymaga czasu, myślenia, analizowania. Bycie rodzicem to też wiele wylanych łez, poczucie niezrozumienia, bezradności. 

Wiem, że w dzisiejszych czasach MAMY MOŻLIWOŚCI. Mamy mnóstwo wspaniałych książek, które pomagają nam zrozumieć psychikę dziecka, jego potrzeb. Mamy możliwość rozmawiania z ludźmi, innymi rodzicami, którzy także starają się ŚWIADOMIE podchodzić do rodzicielstwa.

Nie odnosząc się do karania, izolowania dziecka, oskarżania, współzawodnictwa, pouczania. Bo to metody, które wydają się być pozornie skuteczne. Działają w chwili, a po chwili znów musimy się do nich uciekać bo nic nie zmieniły. Tylko pogarszają...relację. 

Moje dziecko nie jest zawsze grzeczne. Ma trudne momenty. Ja mam trudne momenty. Bywają tygodnie kiedy staram się zrozumieć, dlaczego właśnie teraz więcej jest płaczu, krzyku, histerii. 
Po każdej trudnej sytuacji, zastanawiam się, analizuję, dlaczego tak trudno mi zrozumieć dziecko. 

Wtedy szukam wsparcia, w mądrej książce, w rozmowie z partnerem, w rozmowie z samą sobą. Analizuję swoje zachowanie i jak ono mogło wpłynąć na kontakt z moim dzieckiem. 

Gdy już udaje mi się ZROZUMIEĆ DZIECKO I SIEBIE, znacznie łatwiej nam się porozumieć. 


wtorek, 21 czerwca 2016

'Ja sam' czyli jak mądrze podążać za dzieckiem, pozwalając mu na samodzielność.


Dzieci potrzebują naszej obecności, wsparcia, naszej pomocy, zrozumienia szczególnie gdy robią coś po raz pierwszy. A przecież pierwsze lata życia dziecka to cała gama nowości, poznawania świata, nowych doświadczeń, umiejętności, zabaw, nauki. Dziecko oprócz naszej pomocy, potrzebuje PRZEDE WSZYSTKIM przestrzeni na poznawanie, doświadczanie. Pozwólmy mu na to. Dajmy mu szansę doświadczać, zamiast wyręczać. Być blisko, kiedy potrzebuje, z minimalną ingerencją. Pielęgnujmy samodzielność dziecka, bo to dodaje dziecku pewności siebie i wiary we własne siły!

Jeśli dziecko jest GOTOWE to poradzi sobie bez Twojej pomocy. Jeśli bez Ciebie nie potrafi to może warto poczekać, zamiast chwytać jego małe rączki do góry i pokazywać jak iść? Tak samo gdy chce wspiąć się, wsiąść na huśtawkę, wdrapać się po schodach. Pewnie zrobi to na tyle ile potrafi i da mu to wielką satysfakcję. Ono obserwuje Cię każdego dnia. Chętnie też Cię naśladuje. Daj mu dobry przykład, zamiast nakazów czy pouczania. Z czasem z zapartym tchem będziesz patrzeć jak się wspina i trudno Ci będzie uwierzyć, że robi to 'bez trzymanki' z wielką pewnością siebie. 

Kiedyś zamiast przyglądać się i obserwować, dać przestrzeń, wolałam być blisko, może za blisko? (szczególnie tyczyło się to aktywności ruchowej). Też macie wrażenie, że Tatusiowe dużo lepiej sobie z tym radzą? :) 

Z lękiem patrzyłam na pierwsze 'cięcie' kartki, bo może się skaleczyć, z lękiem na wysokości, bo może spadnie? Dzięki rozmowie (nie jednej) ze wspaniałą kobietą, z przedszkola Waldorfskiego mojej córki, udało mi się przezwyciężyć moje lęki. Bo one nas blokują. Napawają nas negatywnymi emocjami, myślami. 
Spoglądam teraz na czynności mojego dziecka ze spokojem. Widzę, że to bardzo pomaga - dziecku w zdobywaniu nowych, trudnych umiejętności, a mnie w obserwowaniu jak moje dziecko się rozwija. 


Wiem, że sobie poradzi, wierzę w to i cieszę się, że ma odwagę, a przy tym jest rozważna i trzyma się mocno! Nasza obecność, wsparcie jest niezwykle ważne dla dziecka.

Pamiętaj by 'mądrze podążać za dzieckiem'...

Gdy dziecko wie, że jest 'skazane' tylko na siebie, będzie dużo bardziej pewne siebie w tym co robi i przy tym też ostrożniejsze. Jeśli będzie wiedzieć, że mama trzyma za rękę to trudniej mu będzie złapać równowagę. W końcu oczywiście z Twoją pomocą nauczy się nowej umiejętności. Jednak zdecydowanie bardziej silniejsze i pewne siebie poczuje się gdy zrobi to sam/sama.

Duma i radość na buzi Twojego dziecka gdy odważy się i zrobi coś samodzielnie to najlepsza odpowiedź.

Każde dziecko jest inne. Ma indywidualne predyspozycje. Jedno bardziej ostrożne i rozważne, inne na przepadło będzie gonić nie zważając na konsekwencje. Ty jesteś rodzicem i najlepiej znasz swoją pociechę. Będziesz wiedzieć kiedy zrobić kilka kroków w tył i pozwolić dziecku na samodzielność. 


Jeśli nie radzi sobie z daną umiejętnością, frustruje się, próbuje, ale nie potrafi, to może nie jest jeszcze gotowe by je wykonać? Może za tydzień, dwa, lepiej sobie poradzi. Zamiast robić za dziecko, może warto dać mu przestrzeń by zrobiło mały kroczek, ale samodzielnie? 

Nauczyłam się dać dziecku przestrzeń w zabawie. Szczególnie w zabawach ruchowych, na placu zabaw. Oczywiście, najważniejsze jest bezpieczeństwo dziecka. Ty rodzicu, będziesz wiedzieć kiedy być o krok, a kiedy się wycofać. Ty już to wszystko potrafisz, pozwól dziecku, że też będzie mogło poczuć pewność, że też potrafi.