poniedziałek, 4 listopada 2019

Wizyta w gabinecie lekarskim. Co robić, gdy dziecko boi się lekarza?


Sezon na odwiedziny w gabinecie lekarskim uważam za otwarty. Jak przygotować nasze maluchy do wizyty lekarskiej? Szczególnie, gdy boją się chodzić do lekarza, a w gabinecie nie chcą być badane? Co robić, gdy dziecko boi się lekarzy?




Podpowiem, jak poradzić sobie w praktyce i pomóc dziecku - co konkretnie możesz zrobić, ale też zwrócę uwagę na to, co nie będzie dla naszego dziecka wspierające i czego absolutnie NIE powinniśmy robić i mówić dziecku, a niestety słychać to na każdym kroku...


"Zobacz, jaki chłopczyk jest grzeczny, a Ty tak płaczesz"
"Bądź grzeczny, nie bój się"
"Nie płacz, taki duży jesteś a płaczesz"
"Bądź odważny", 
"Nie bój się, nic nie będzie bolało..."

Jestem na NIE dla tych komunikatów. Dlaczego? Ponieważ mówiąc w ten sposób, nie zwracamy uwagi na to, jak rzeczywiście czuje się dziecko. To są komunikaty, niestety, krzywdzące. Zaprzeczamy temu (często nieświadomie), że dziecko może się bać, oczekujemy, że ma być dzielne, kiedy ten strach jest silniejszy, niż ten mały człowiek. Chcemy dobrze, jednak te zdania, już tak bardzo znane i rozpowszechnione nie pomagają...

Nie porównuj, bo każde dziecko czuje inaczej. Nie mów 'nie bój się', bo to tylko dokłada strachu do całej sytuacji. 
Lepiej po prostu bądź. Spokojny, opanowany i skup się na swoim dziecku. Nie martw się co pomyśli lekarz, to nie on się boi tylko Twoje Dziecko. Przytulaj, nazywaj, opowiadaj w bajkowy sposób o tym, co będzie.


Nie kłam dziecka. 
Idziesz na szczepienie? Nie mów, że nie będzie bolało, bo naprawdę może zaboleć.  Powiedz o tym dziecku, że może poczuć lekkie pik (ja na to tak mówię) ale potrwa to tylko chwilkę. 
"Policzymy do 5 i będzie koniec" 
Dziecko Ci wierzy, więc warto mówić prawdę, bo kiedy zorientuje się i zobaczy, że kłamałaś kolejnym razem Ci nie uwierzy...


Staraj się nazywać emocje. Kiedy dziecko Ci mówi, że się boi, to nie odwracaj uwagi lecącym ptakiem tylko próbuj nazywać to co ono rzeczywiście przeżywa i przyjmij to. 
Ojojaj je nieco. To ojojanie czasem jest dużo bardziej wspierające niż tysiąc słów. Zadaj pytanie, ale staraj się słuchać.

"Boisz się? Aha. Czego się boisz? Czasami się boimy, bo nie wiemy co nas spotka, ale tym razem pani tylko Cię zbada. Chcesz się przytulić? Jestem przy Tobie. Cały czas będę Cię trzymać na kolanach itp. itd. 

To są przykłady, jak możemy z dzieckiem rozmawiać. Oczywiście nie chodzi tu o odtwarzanie suchych regułek, a raczej o mówienie do dziecka tak jak czujemy. Dziecko potrzebuje prawdziwego rodzica, jest takie ładne słowo: autentycznego rodzica, który wspiera tak jak czuje. Nie udaje. Nie jest sztuczny, w tym co mówi. 

Jeśli Twoje dziecko szczególnie źle znosi wizyty lekarskie, to samo rozmawianie pewnie nie wystarczy, choć i tak zawsze warto rozmawiać. 


Warto odgrywać z dzieckiem scenki, wczuć się trochę w rolę lekarza.😉Kupić dziecku stetoskop i zestaw lekarski. To jest taka podstawa.

Wybieracie się do lekarza i chcesz dziecko przygotować? Nie rób tego na tydzień przed...najlepiej rano przed wizytą. Dlaczego? W ten sposób skrócisz czas, w którym dziecko będzie się stresować tą wizytą. Zabawy w lekarza możesz robić niezależnie od tego czy tam idziecie, czy nie. 

Opowiedz dziecku o pracy lekarza. Co robi lekarz? Bada, zagląda do gardła, świeci latarką do ucha, pomaga nam lepiej się poczuć, pisze recepty, drukuje je, pisze na komputerze. Nazywaj te wszystkie magiczne przedmioty, jakie ma lekarz, dla dzieci są one ciekawe. To są detale, ale dzieci lubią barwne historie. 


Opowiadaj, jakie dobre rzeczy wynikają z wizyty u lekarza. Będziemy zdrowi, będziemy lepiej się czuć. Dostaniemy lekarstwa itp.


Jeśli wiesz że pójdziecie do lekarza, zaplanuj cały dzień. Tak żeby dziecko wiedziało, że wizyta to jest tylko jedna z rzeczy jaką dziś zrobicie, a nie że tylko ta nieszczęsna wizyta je czeka. Po wizycie będzie dobra zabawa bez względu na wszystko. Nie karaj za złe zachowanie (nie dla kar), to nic nie da, dziecko będzie miało kolejny powód by nie lubić lekarza
Lepiej wymyśl kolejną zabawę, która przedstawi lekarza jako kogoś fajnego. 
Jeśli dziecko nie chce iść to spróbuj je zrozumieć. 

"Wiem, że nie chcesz iść. Dlaczego nie chcesz iść? Wiem, że nie lubisz. Zobacz to potrwa tylko chwilę. Dzisiaj pani Cię zbada. Ja będę przy Tobie. Pani ma specjalne światełka do świecenia w uszko. 

Mama i tata też chodzą do lekarza. Itp. itd."


Zaopiekuj się emocjami dziecka. Ono ma prawo się bać. Niektóre dzieci szczególnie nie lubią wizyt. Wtedy warto pracować nad tym nawet, jak są zdrowe. Czytać książeczki 
o lekarzach i wizytach, bawić się w lekarza. Leczyć zabawki, misie i lale. 

Po wizycie doceń to jak dziecku poszło. Ciesz się razem z nim, że dało radę. 
Nie jestem zwolenniczką motywowania nagrodami, ale akurat w przypadku wizyty u lekarza ta naklejka na koniec jest miłym zakończeniem wizyty i to chyba tyle jeśli chodzi o nagrodę...Jest dużo więcej możliwości, wszystko co wyżej napisałam będzie skuteczniejsze.


Jest też druga strona medalu, czyli jakie podejście ma do dziecka lekarz, to też ważna sprawa. Wierzę, że z dziećmi chcą pracować ludzie, którzy wiedzą coś o dzieciach i je lubią. 



A jak Wasz dzieci? Lubią lekarzy?


wtorek, 19 marca 2019

'Widzimisię' czyli potrzeby dziecka, które trudno pojąć.




'Widzimisię' czyli potrzeby dziecka, niezgodne z naszymi, dla nas nie do przyjęcia, nieraz nieważne, wybujałe i z kosmosu🙄.

Pokrojony kotlet, a miał być niepokrojony.
Kalosze, zamiast zwykłych butów.
Rękawiczki w lecie.
Po co Ci ta torebka, po co zbierasz te kamyki, po co tam wchodzisz? 
Nie ruszaj, zostaw, uważaj itp itd... 
I tak w kółko. 

Brzmi znajomo? To znaczy, że jesteś w większości. Każdy rodzic tego doświadcza i to jest normalne. Ale...różnimy się pod tym względem, szczególnie tym, że każdy rodzic w zależności od wielu czynników ma na to inne spojrzenie.

Jeden rodzic spojrzy na to jak, na kolejną głupotę, którą dziecko wymyśliło specjalnie, żeby mu dogryźć. 
Drugi spojrzy na to, jak na potrzebę dziecka, nieraz niewyrażoną wprost i silnymi emocjami z nią związanymi. 
Inny spojrzy na to z uśmiechem, inny z chęcią odwetu. 
Jeszcze inny przyjdzie ze wsparciem, inny z karą. 

Decydowanie w takich sytuacjach często jest automatyczne. A powinny być kontrolowane:) Dla nas te zachowania i prośby dzieci są często... bezsensu. Chcemy, aby dziecko znało te zasady, które my już dawno znamy, bo jesteśmy dorośli. Ale zapominamy, że do tego potrzeba czasu, dojrzałości emocjonalnej, moralnej, doświadczenia. Takich zasobów małe dziecko nie ma. Dopiero się ich uczy. 

"Nie umniejszaj przeżyć dziecka. Czasem dla Ciebie nic nie znaczące rzeczy są dla niego całym światem."
Tak. Będąc rodzicem, z takimi sytuacjami przyjdzie Ci się mierzyć.
Ale zwykle masz kilka opcji do wyboru i spojrzenia na to. Zależy to od Twojego sposobu wychowania, z tego jak silne trzymasz granice, czy rozumiesz dziecko, czy wolisz żeby ono rozumiało Ciebie bardziej, niż Ty jego. Czy stosujesz metodę 'NIE bo NIE'? 
.
Granice są ważne. Pomagają dziecku zrozumieć, jak funkcjonuje świat. Pozwalają mu zobaczyć ile może, co jest dobre, a co złe. Pokazują, kto jest autorytetem i dlaczego. Sztuką jest nimi tak żonglować by były adekwatne, z akceptacją potrzeb dziecka i potrzeb dorosłego. 

Bo dziecko też potrzebuje mieć wybór. Potrzebuje akceptacji. Zrozumienia jego świata i jego perspektywy. Potrzebuje też poprowadzenia: to mogę, tego nie mogę. To my je tego uczymy. My. 

Często się skupiamy na zabranianiu rzeczy, które właśnie nam dorosłym przeszkadzają, których się boimy, albo nam się ich nie chce robić. Bo my inaczej to widzimy, niż dziecko. Tego nie dotykaj, tam nie wchodź bo się pobrudzisz...takich przykładów z życia jest mnóstwo. I każdy rodzic wpada czasem w takie błędne koło.  

Warto się zastanowić, ile Twoje dziecko może? Czy decyduje o małych rzeczach? Czy ma wybór? 
I z drugiej strony: czego na pewno nie może? Czego sobie nie życzymy? Jakie zasady panują w waszym domu? I tego konsekwentnie pilnujemy.

Znalezienie środka jest trudne.  Dwulatek, trzylatek chce czuć że MOŻE. I on będzie o to zabiegał. Taka jest natura dziecka, to jest wpisane w jego rozwój. 
Dlatego zanim zabronisz coś zrobić, pomyśl czy ten zakaz ma sens? 

Jeśli coś jest zagrażające dla dziecka, dla nas, dla rzeczy (co to jest?) to wtedy stawiamy jasne granice.

Pamiętaj, że dziecko dojrzewa, zmienia się i później, choć pojawiają się nowe problemy to mam wrażenie, że i tak więcej mamy argumentów, żeby mu cokolwiek wytłumaczyć, niż dwu czy trzylatkowi. 

Czy na pewno potrzeby dziecka, nawet te niezrozumiałe, dla nas śmieszne, to na pewno widzimisie? I czy na pewno chcesz tak na to patrzeć? Czasem zmiana perspektywy, zmiana spojrzenia naprawdę dużo zmienia. Wymaga od nas pracy, ale taka praca przynosi dobre owoce. 

"Idąc na spacer lub na plac zabaw z małym dzieckiem, daj mu szansę poczuć, że może decydować o tym, co i gdzie chce robić, nawet jeśli chce oglądać tylko i wyłącznie pełzające dżdżownice. Małe decyzje wiele dla dziecka znaczą."