wtorek, 30 grudnia 2014

Jak zorganizować i spędzić Sylwestra z dzieckiem w domu?


Co niemowlak, roczniak, dwu-trzy latek może robić w Sylwestra? Czy warto organizować Sylwestra dla tak małego dziecka? I co mają robić rodzice w Sylwestra z dzieckiem w domu? Z doświadczenia wiem, że to może być naprawdę dobra impreza... ;)

Mam dla Was dzisiaj kilka ciekawych sylwestrowych pomysłów. Bo co możemy zrobić, gdy nie mamy z kim zostawić malucha, a wyjście z domu na całą noc nie jest możliwe?

Pamiętam jak dziś pierwszego Sylwestra z naszą 1,5 miesięczną wtedy Amelką. My, czyli ja i mój partner - świeżo upieczeni rodzice, gdy wybiła godzina zero siedzieliśmy na parapecie w naszym mieszkaniu. Patrzyliśmy przez okno i podziwialiśmy fajerwerki, a obok w pokoju spała nasza Kruszynka. Biegaliśmy wtedy co chwilę sprawdzać czy śpi. 

Bo w domu z dzieckiem wieczór Sylwestrowy również może być niezapomniany i wyjątkowy, wystarczy tylko zadbać o kilka ważnych szczegółów. 

Opcji do wyboru jest kilka. To może być na przykład Sylwester w domu w towarzystwie znajomych/przyjaciół z dziećmi. Rodzic rodzica podczas imprezy najlepiej zrozumie, więc wspólnie możemy zorganizować naprawdę fajnego Sylwestra, z tańcami, pysznym jedzeniem, szampanem i rozmowami do późna. 

Wieczorem dzieci mogą się wspólnie bawić, tańczyć, śpiewać i szaleć. A gdy już udadzą się do krainy snu wówczas rodzice będą mieć okazję do w miarę cichego świętowania :) Warto dla maluchów zorganizować jeden pokój gdzie będą mogły bezpiecznie i spokojnie spać.

Dla dzieciaków również możemy wymyślić coś wyjątkowego. Wspólne przyrządzanie potraw, pieczenie ciasteczek, głośniejsza niż zwykle muzyka, tańce, serpentyny, balony, zimne ognie(tylko pod nadzorem rodzica - najlepiej to z dala od dziecka;)) Z roku na rok liczba atrakcji wzrasta. Jednak gdy dziecko jest małe niewiele będzie rozumieć z całej sylwestrowej uczty, ważne żeby dobrze się bawiło!

Sylwester w domu ze znajomymi, którzy nie mają dzieci - jeszcze nie próbowałam. Jednak wyobrażam sobie, że świętowanie do 4 rano to dla nich norma, kiedy my rodzice po godzinie 0:00 będziemy przysypiać na kanapie - tak z przyzwyczajenia. Ale co zrobić, gdy maluch o 6 rano już gotowy czeka na zabawę? ;)


Romantyczna kolacja przy świecach we dwoje. Jak szaleć to szaleć! Tylko na takie szaleństwa możemy sobie pozwolić gdy maluch już smacznie śpi. Każdy rodzic wie, że te chwile spędzone tylko we dwoje są niezwykle cenne dla związku, w którym teraz zawsze jest ta trzecia, potem czwarta, potem piąta(i tak dalej) osoba - czyli dziecko :) 

Wybierany przez wielu wieczór Sylwestrowy spędzony przed telewizorem to opcja nie dla mnie - nie mam telewizora. Jednak może to być również miło spędzony Sylwester - jak kto lubi. Ja jednak zachęcam do zrobienia w tą wyjątkową noc czegoś szalonego, pysznego i niezapomnianego i właśnie takiego Sylwestra Wam życzę - bawcie się dobrze!

A jakie Wy macie plany na Sylwestra?

piątek, 19 grudnia 2014

Kariera i macierzyństwo?


Kilka lat temu na zajęciach usłyszałam od pewnej pani psycholog mądre słowa - matka(szczególnie) w pierwszym roku życia ma być dla dziecka na wyciągnięcie ręki. To ona ma być bezpieczną bazą. Te słowa niesamowicie zapadły mi w pamięć. Zinterpretowałam je po swojemu, ale zawsze powtarzałam sobie w myślach, że ten pierwszy rok mama ma być dla dziecka. Dla siebie również, ale dla dziecka i przy dziecku. Wtedy nie planowałam jeszcze tego, żeby zostać mamą, a jednak ta myśl została w mojej głowie do teraz. Rok czasu, dwa, trzy... Czy to długo, aby być dla dziecka kiedy tylko tego potrzebuje?

Zawsze zastanawia mnie jak one to robią. Jak te matki, które dwa, trzy, kilka miesięcy temu urodziły dziecko wychodzą na cały dzień bez dziecka, wyjeżdżają bez dziecka, zajmują się karierą, która rozumiem ucieknie gdy w tym momencie się nią nie zaopiekują. Robi się wówczas wielki szum wokół tego, że już, już po 3 tygodniach wyszła z domowych pieleszy i wróciła na salony. Czy to rzeczywiście fakt, który warty jest tylu pochwał?

Cenię i podziwiam aktorki, piosenkarki, czy inne sławne osoby - matki, które mówią otwarcie, że robią przerwę, poświęcają czas(przynajmniej pierwsze miesiące życia) dla dziecka. Niektóre aktorki zabierają swoje maleństwa na plan, inne zabierają je w podróż, inne wolą zostawić je w domu pod opieką. To wszystko jest fajne, dopóki nie pomyśli się o tym, że ten maluszek właśnie Mamy potrzebuje najmocniej. 

Tylko raz jest noworodkiem, tylko kilka miesięcy niemowlakiem. W tym czasie kształtuje się więź i przywiązanie matki z dzieckiem. Dziecko nabiera nowych umiejętności, które robi po raz pierwszy, pierwsze mocne uniesienie główki, pierwszy społeczny uśmiech, pierwsze obroty, pierwsze samodzielne siedzenie, pierwszy krok. 

Należę, do grupy Mam, która nie wyobraża sobie ominięcia czy nie dostrzeżenia tych szczególnych momentów z życia dziecka. Czy faktycznie kariera zawodowa jest wówczas najważniejsza, czy faktycznie nie ma innego rozwiązania? Dziewięć miesięcy oczekiwania, żeby po kilku miesiącach z powrotem rzucić się w wir zadań, które w pewien sposób odciągają nas od dziecka. 

Kobieta powinna się rozwijać, realizować, spełniać. Czuć się spełnioną i szczęśliwą. Uważam jednak i wiem, że nie tylko ja - na karierę nigdy nie jest za późno. Zawsze można zacząć od początku. Sama staram się rozwijać, dbać o siebie i swój zawód. Obecnie doceniam jednak najbardziej to, że realizuję się w byciu Mamą. Tych pierwszych lat z życia dziecka i Mamy nic nie przywróci, zostają wspomnienia, zdjęcia, ale czas mija. Oby ten czas Wam nie umknął! Tego Wam życzę Mamusie! 



Źródło zdjęcia: http://iam.beyonce.com/post/74977314897

środa, 17 grudnia 2014

Przeciwieństwa - zabawka edukacyjna


Dzisiaj czas na kolejną zabawkę z wymyślonej przeze mnie serii bawimy się i uczymy. Lubię pisać o zabawkach, które są godne polecenia, sprawdzone i takie, które mogą posłużyć dziecku na długie lata do zabawy i do nauki. Nie myślcie sobie, że tylko takie serwuję dziecku, nie. Amelka ma również lalki Barbie, przeróżne misie, koniki i inne, które również uważam rewelacyjnie sprawdzają się w zabawie. Jednak przykładam dość dużą wagę do tego czym dziecko się bawi. A jakie zabawki mamy, to śledząc bloga, na pewno już wiecie. Dzisiaj o zabawce edukacyjnej, którą Amelka ostatnio dostała w prezencie są to PRZECIWIEŃSTWA. 

Jak pisze o zabawce twórca - kapsle służą do zabawy w pojedynkę lub z rówieśnikami. Póki co mogę Wam powiedzieć, że dla mojej dwulatki to zabawka głównie do zabawy z Mamą. Z czego bardzo się cieszę, bo muszę przyznać, że ta zabawa działa na mnie odprężająco, a na dodatek wykonuje za mnie kawał niezłej roboty - edukacyjnej. Dziecko szybko się uczy, przy niewielkiej pomocy rodzica ;)

Zadaniem dziecka jest dopasowywać pary przeciwieństw. Co? Dwulatek przeciwieństwa?
No oczywiście! Jestem pewna, że jeśli pokażemy dziecku zasadę, pokierujemy zabawą, a później pozwolimy dziecku na samodzielne decydowanie, wówczas szybko załapie zasady gry. 

Na przykład: Gruby kotek - chudy kotek. Wystarczy w zasadzie raz dziecku pokazać, że dwa odpowiednie kapsle należy do siebie dopasować, a potem tylko podziwiać jak dziecko szybko się uczy. 



Początkowo niektóre obrazki wydawały mi się za trudne dla dwuletniego dziecka. Jednak gdy bawimy się razem możemy pokazać dziecku przedmioty których jeszcze nie widziało, wykorzystując przedmioty, które mamy w domu. W ten sposób dziecko skojarzy, że rzeczywisty przedmiot jest również na kapslu. Dziecko w tej zabawie ma okazję nauczyć się nowych słów. Aby znaleźć przeciwieństwo musi się trochę natrudzić. Koncentracja, pamięć i spostrzegawczość - to ćwiczymy w trakcie tej zabawy. Co więcej dziecko poszerza swoją wiedzę o otaczającym je świecie.

Odkąd ta zabawka zagościła u nas w domu - codziennie gramy w przeciwieństwa. Lubię, lubię, lubię! Nie dość, że dziecko świetnie się przy tym bawi, to jeszcze sporo może się nauczyć. 













Ps. Wpis nie jest sponsorowany. 

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Mama i jej super siła!


Pewna Mama napisała do mnie ostatnio z prośbą o poradę dotyczącą karmienia piersią. Początkowo wahałam się przed odpowiedzią, bo przecież konsultantką laktacyjną nie jestem. Napisałam kilka zdań i kiedy przeczytałam je ponownie zdałam sobie sprawę ile te dwa lata mlecznej drogi mnie nauczyły. Bo choć mleka było pod dostatkiem to ta droga nie była usłana różami. Kilka razy zapalenia piersi, potworny ból i pytania co dalej, jak sobie radzić? Często musiałam szukać informacji o karmieniu, które niekiedy wydawały mi się sprzeczne. Pamiętam ten czas jak dziś, kiedy miałam 40 stopni gorączki z powodu zapalenia i zadawałam sobie pytanie czy mogę nakarmić dziecko czy nie mogę. Dzwoniłam do lekarzy. Jeden mówił, że mogę, drugi mówił, że nie mogę. Większość mówiła, że nie mogę. Mleko modyfikowane wtedy dla mnie w ogóle nie istniało. Więc nie wyobrażałam sobie co będzie dalej. To był czas kiedy dowiedziałam się o karmieniu piersią najwięcej. Okazało się (dla ścisłości), że przy tak wysokiej gorączce również MOŻNA karmić piersią. I tak z niedoświadczonej wcześniej Mamy stałam się własną doradczynią i konsultantką laktacyjną. Wiem o karmieniu dużo, bardzo dużo i z radością dzielę się tą wiedzą z innymi. 

Zawsze wiedziałam, że nie będę pielęgniarką. Na sam widok igły robiło mi się słabo, nie mówiąc już o widoku krwi. Będąc w ciąży comiesięczne pobieraniee krwi było dla mnie strasznym przeżyciem. Z czasem jednak wszystko się zmieniło. Wystarczy zostać Mamą i taki 'mały' strach idzie w niepamięć. Bo kto jak nie Mama wspiera dziecko przy pobieraniu krwi czy przy szczepieniu? Niepoważne byłoby z mojej strony gdybym drżała na widok igły trzymając w objęciach przestraszoną córcię, ale..wystarczy już o tym strachu ;)

Pierwsze przeziębienie, pierwsza choroba i pierwsza wizyta w szpitalu z dzieckiem. To wszystko sprawia, że ze zwykłej młodej kobiety, niedoświadczonej w dziedzinie chorób, nagle stajesz się silną kobietą, mądrą matką, która jest w stanie w ekspresowym tempie dowiedzieć się wszystkiego o danej chorobie, o tym jak przetrwać i zwalczyć przeziębienie i jak przeżyć pobyt w szpitalu by dziecko nie miało traumy (bo wierzcie o to nie trudno). 

Psychologiem jestem i jestem szczęśliwa, że los zaprowadził mnie właśnie w tym kierunku. Kiedyś wkuwając psychologię rozwojową i krok po kroku poznając teorię o rozwoju dziecka miesiąc po miesiącu było to dla mnie nie do przejścia. Bo jak zapamiętać każdą małą umiejętność, którą dziecko powinno umieć w danym miesiącu? 5 lat studiowania nie nauczyło mnie tyle o rozwoju dziecka, jak moje własne dziecko i bycie Mamą. 

To tylko kilka przykładów tego ile i jakich specjalności każdego dnia uczy nas macierzyństwo...
Bycia Mamą uczymy się każdego dnia. Ta nauka nigdy się nie kończy. Zawsze mamy do niej motywację i chcemy wiedzieć więcej i więcej. Tak powinno być. Bo jak tu nie mieć motywacji jeśli chodzi o własne dziecko, to najukochańsze, najlepsze. Dla niego zawsze pragniemy dobra i dla niego dowiemy się wszystkiego, żeby było szczęśliwe. Bo szczęśliwe dziecko to szczęśliwa Mama i odwrotnie...

środa, 10 grudnia 2014

Nić porozumienia. Jak tworzy się więź mamy z dzieckiem?


Nić porozumienia. To jest właśnie to co pojawia się od samego początku. Od pierwszego spotkania mamy z dzieckiem. Pierwsze spojrzenie, pierwszy dotyk, pierwsze karmienie. Dla matki niezapomniane, najlepsze przeżycie jakiego można doświadczyć. 

Dziewięć miesięcy. Szereg emocji, wyobrażeń, oczekiwań, niepokoje, lęki, obawy i radość, radość z oczekiwania na cud. Z miesiąca na miesiąc coraz intensywniej przyszła Mama przygotowuje się na przyjście dziecka, komunikuje się z nim, czuje ruchy dziecka, kopniaki i inne wygibasy. Już wtedy tworzą się pierwsze postawy rodziców wobec dziecka oraz więź emocjonalna. Bo która z nas, nie mówiła do dziecka w ciąży, nie głaskała, nie śpiewała mu? Nie tylko my, bo przecież przyszli ojcowie również nawiązują kontakt z dzieckiem w okresie ciąży. Głaskają, przemawiają, czują ruchy. To bardzo ważne, aby doświadczać tego kontaktu. To czas kiedy zaczynają kształtować się nasze postawy rodzicielskie wobec dziecka. Doświadczenie mówi mi, że to fakt, przywiązanie emocjonalne pojawia się już w okresie prenatalnym. Miłość, wielka miłość. Choć jeszcze nie widzimy naszego cudu, już kochamy najmocniej. 

Szczególny czas po porodzie zwany okresem wrażliwości, w którym to noworodek jest w stanie aktywnego czuwania, nie płacze, porusza nóżkami i rączkami, jest spokojny, patrzy swoimi wielkimi oczami. Mamie w tym okresie z kolei towarzyszą silne przeżycia i pozytywne emocje, które przeżywa w kontakcie z dzieciątkiem. Pamiętam ten czas jak dzisiaj, nigdy nie zapomnę tego wzroku na sobie.

Tematyka więzi, przywiązania, nawiązywania pierwszych relacji jest niezwykle rozległa. Chciałabym przytoczyć tu najciekawsze i najważniejsze etapy tworzenia się więzi.

Pierwsza prawdziwa relacja to relacja z Mamą i z Tatą. Obiektem przywiązania jest ktoś (czyt. Mama i/lub Tata) kto odwzajemnia uczucia dziecka i daje poczucie bezpieczeństwa, ale nie tylko. Nie tak dawno poznałam ciekawe pojęcie synchronii interakcyjnej - to najprościej mówiąc przeplatanie się zachowań mamy i dziecka, to odpowiadanie na uczucia i emocje dziecka, uśmiech za uśmiech, słowo za słowo. W budowaniu więzi właśnie to jest ważne, dawanie ciepła, bliskości, czułości od rodzica, Dziecko sygnalizuje potrzebę, a my ją dostrzegamy i odpowiadamy na nią, najlepiej jak potrafimy. Pomoże nam jak zwykle niezwykle silna kobieca intuicja, która nigdy nas nie zawodzi, prawda?

Pustka emocjonalna jest wtedy, gdy dziecku brak poczucia bezpieczeństwa, gdy rodzic nie reaguje na potrzeby dziecka, gdy nie odpowiada, gdy nie ma wspomnianej wcześniej synchronii. Pierwsza silna więź emocjonalna z Matką rzutuje na rozwój społeczno-emocjonalny i na całe dalsze życie człowieka.

Kształtowanie się więzi oparte jest przede wszystkim na zapewnianiu dziecku POCZUCIA BEZPIECZEŃSTWA.

Wczesna więź tworzy się między drugim, a szóstym miesiącem życia. To czas kiedy dziecko, w odpowiednim dla siebie momencie(bo każde dziecko w swoim tempie), zaczyna rozpoznawać najbliższe mu osoby. Pierwsza jest Mama. W pierwszych miesiącach życia dziecko najlepiej reaguje na zapach i dotyk Mamy. Często może się zdarzyć, że dziecko nawet dwu, trzy,czteromiesięczne płacze wzięte na ręce przez kogoś innego. Bo to nie ten zapach i nie ten dotyk. Mamine rączki najlepsze, to chyba nie podlega dyskusji?

Między siódmym, a dwudziestym czwartym miesiącem życia możemy już mówić, że przywiązanie się ukształtowało. Świadczyć o tym może wyraźna nieufność wobec obcych, strach przed rozłąką z Mamą i dążenie do tego, aby do tej rozłąki nie dopuścić.

Wraz z ukończeniu przez dziecko drugiego roku życia, a co za tym idzie, wraz ze zmianami w sferze poznawczej dziecka, przywiązanie się zmienia. Relacja staje się obustronna, dziecko jest w stanie zrozumieć również potrzeby rodziców.

Chciałabym Wam przytoczyć krótką ściągę z wzorców przywiązania dziecka z matką, które pokażą Wam jak wygląda dobra relacja, silna, bezpieczna więź matki z dzieckiem, a jak więź pozabezpieczna. Autorką stylów przywiązania jest Mary Ainsworth, która prowadziła wieloletnie badania nad niemowlętami i ich matkami. Zbadała tysiące dzieci i ich matek i na tej podstawie stworzyła i opracowała trzy style przywiązania:

Przywiązanie bezpieczne. To najczęściej występujący typ przywiązania, który opiera się na poczuciu bezpieczeństwa. Kształtuje się gdy matka (opiekun) jest dostępna dla dziecka, odpowiada na jego potrzeby, podąża za nimi oraz jest przewidywalna w swoich zachowaniach. Dziecko czuje się bezpiecznie, a matka jest wrażliwa na jego potrzeby. Podczas rozstania z matką niemowlę najczęściej reaguje ogólnym niepokojem, jednak po powrocie opiekuna/matki szybko się uspokaja, daje się pocieszyć gdy trzeba i spokojne wraca do przerwanej zabawy.

Przywiązanie lękowo-ambiwalentne. Kształtuje się najczęściej w sytuacji kiedy matka/opiekun nie jest przewidywalna w swoich zachowaniach wobec dziecka. Matka bywa dostępna i pomocna, ale bywa też unikająca, separująca się i nie reagująca na potrzeby dziecka. Dziecko doświadcza niepewności co do zachowań mamy/opiekuna. Dzieci podczas rozłąki z matką wykazują bardzo duży niepokój, trudno je pocieszyć gdy matka wraca. Poszukują z nią kontaktu, z czasem jednak pojawia się u nich gniew i mogą protestować przeciwko bliskości.

Przywiązanie lękowo-unikowe. Kształtuje się wówczas gdy dziecko oczekuje opieki, lecz jej nie otrzymuje i czuje się odtrącone. Dziecko po nieobecności matki nie szuka z nią kontaktu. Nie opiera się, lecz nie szuka kontaktu.

Do tematu więzi będę wracać, bo to tylko garstka tego, czym chciałabym się z Wami podzielić.

Początki macierzyństwa bywają trudne więc nie wymagajmy od siebie, że będziemy idealnymi matkami, bo takie - nie istnieją. Najważniejsze jest to by być i dać dziecku wszystko czego potrzebuje, od początku, mimo trudności i mimo tego, że nie zawsze jest kolorowo. 





sobota, 6 grudnia 2014

Króliczek


Od drugich urodzin to ulubiony króliczek Amelki. Jest przesympatyczny (potrafi się nawet turlać). Wystarczą cztery drewniane elementy żeby zapewnić dziecku przyjemną zabawę na długo. Dziecko manipuluje klockami, układa z nich co chce. Teraz Amelka najczęściej buduje domek dla króliczka. A zły wilk (czytaj: mama) przychodzi, dmucha i domek się rozpada, więc czym prędzej trzeba znów go zbudować żeby królik był bezpieczny ;) Od słowa do słowa we dwie wymyśliłyśmy tą zabawę. 

Zabawka zdecydowanie wspomagająca rozwój dziecka, szczególnie rozwój umysłowy. Dla dzieciaczków od 2-5 roku życia. Zabawa nią ćwiczy motorykę małą, rozwija wyobraźnię, zachęca do myślenia. Do klocków dołączone są karty z zadaniami. Dziecko z naszą pomocą lub bez, w zależności od wieku, może układać klocki i króliczka tak jak pokazuje karta. U nas karty czekają w pudełku na przyszłe lata, a póki co to już wiecie jak jest. To zabawka na długie lata. Amelcia ma szczęście do prezentów, ten był urodzinowy! :) 











Króliczek firmy GRANNA.

środa, 3 grudnia 2014

Bajki dla dwulatka.

Jeśli śledzicie blog regularnie to pewnie znacie mnie już trochę. Jeśli tak jest, to z pewnością wiecie, że bajki i książki dla malucha to u nas zawsze numer jeden. Czytamy codziennie. Amelka bardzo lubi książeczki, oglądać, opowiadać i czytać po swojemu. Ma już swoją biblioteczkę, która stale się rozbudowuje. Ściślej, ja ją rozbudowuję, rodzina, znajomi, Amelka również - ona sama wybiera książeczki dla siebie. 
Dzisiaj pokażę Wam pozycje, które u nas od jakiegoś czasu są na topie. Szał zakupowy, przedświąteczny trwa. A przecież książka to zawsze dobry prezent, nieprawdaż? :)

Śmiało mogę powiedzieć, że są to książki, które idealnie najadą się dla dwulatków (rzecz jasna nie tylko). Oprócz tego, że bawią, są również doskonałym narzędziem do nauki, do rozwoju i poznawania świata. 

Zabawa z kolorami. Dwa latka to wiek kiedy dziecko bardzo chętnie poznaje kolory. Ta książeczka to doskonała pomoc do nauki kolorów, ale nie tylko. To bajeczka również na ćwiczenie spostrzegawczości. Dziecko szuka przeróżnych pojazdów, flag, zwierzątek. Przede wszystkim jednak służy do dobrej zabawy. Dodatkowym gadżetem jest pokrętło do zmieniania kolorów. Minął już prawie miesiąc od zakupu tej bajeczki, a Amelka sięga po nią codziennie. Dostępna jest również część druga: Zabawa z liczbami. 





Kopciuszek i inne. Książka do słuchania i czytania z przyciskami. Wspaniała seria najpiękniejszych bajek z przyjemnym głosem lektora. Polecam Wam bardzo! 

Kolejna rewelacyjna seria bajek. Są to bajki obrazkowe, dzięki którym maluch może poznawać świat, tworzyć ciekawe historie, uczyć się nowych słów, opowiadać historyjki. Udana zabawa na długi czas - gwarantowana! :) 


Zgadnij co to. Bajka dla najmłodszych, ale też dla starszych dzieci. Zawiera ciekawe zagadki, obrazki i zgadywanki. Oprócz przyjemnej zabawy, dziecko może nauczyć się mnóstwa nowych słów. 




Resztę naszych perełek pokażę niebawem. Wpisy książkowe możecie znaleźć również w TYM i w TYM poście.

Warto czytać dzieciom! :)

Jakie książki lubią Wasze maluchy? My ciągle szukamy wartych uwagi, ciekawych bajek, więc jeśli macie swoje ulubione tytuły, podzielcie się :)

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Była sobie raz niekonsekwentna mama.

Taka sytuacja. Mama z kilkuletnim chłopcem w centrum handlowym. Chłopczyk wsiadł do ciuchci i jedzie szczęśliwy. Później dosiada się dziewczynka. Jadą razem. Po kilku minutach ciuchcia się zatrzymuje. Wysiadają. Dziewczynka szybko wsiada z powrotem na pierwsze miejsce, chłopczyk też bardzo chce, ale mama mówi nie "Nie bo jestem zmęczona, wracamy już". Ciuchcia ruszyła. Dziewczynka jechała z uśmiechem na twarzy. Chłopczyk słysząc 'nie' zaczął biegać w kółko, biegał biegał za jadącą ciuchcią i jęczał, że chce, krzyczał coraz głośniej i głośniej. Na co mama konsekwentnie nie bo idziemy już, wracamy, ale nie wzięła chłopca. On dalej biegał i jęczał na co mama: no doooobrze, wsiądź sobie. Wsiadł i w tej samej sekundzie ciuchcia się zatrzymała. Na co mama: chodźmy. I poszli - rozżalony chłopczyk i niezadowolona mama.




Co można powiedzieć o rodzinie widząc ją przez 3 minuty? Czasem nic a czasem więcej niż nam się wydaje. Często ludzie są zupełnie nieświadomi tego, że jednym słowem, jednym gestem są w stanie pokazać dziecku na ile ono może sobie pozwolić. Taka zwykła, codzienna sytuacja. Dla mnie smutna i dla nich pewnie też. Tyle wniosków można z niej wyciągnąć i z obserwacji można wziąć naukę dla siebie. Wystarczy się przyjrzeć.

Co lepszego można zrobić?
O ile prościej by było gdyby Mama powiedziała synkowi, że idziemy i faktycznie by poszli? Owszem, pewnie nie byłoby łatwo, ale przecież w domu prawdopodobnie czekają na dziecko jego ulubione zabawki, bajki, przekąski, które lubi i które w tej chwili mogłyby go przekonać. Może warto dziecko zachęcić i przypomnieć mu co będzie na niego czekać gdy pójdziemy? A może zamiast iść, pobiegliby, albo poszli w podskokach? Albo gdyby powiedziała mu, dobrze ostatni raz możesz pojechać. Przecież to tylko 2 czy 3 minuty, które dziecku mogą dać mnóstwo radości.

Wyrywamy na siłę dziecko gdy ono bawi się w najlepsze, nie dając mu nawet szansy, żeby spokojnie skończyło zabawę. Często nie mamy czasu, musimy już iść, śpieszymy się, jesteśmy zmęczeni. Nie musimy jednak polegać na rozwiązaniach, które tylko szkodzą i nam i dziecku. 

Mama uległa jękom i krzykom synka, bo już prawdopodobnie nie miała siły ani cierpliwości zrobić 
czy wymyślić coś innego, kreatywnego, zajmującego uwagę dziecka. Za każdym kolejnym razem może być podobnie i dziecko nauczy się, że krzykiem i jękiem osiągnie to co chce. Proste. Tak prosto i szybko uczą się dzieci. 

Mama nic nie zyskała, bo ani nie odpoczęła, ani nie była konsekwentna, a uległa. Synek też nie skorzystał bo w końcu i tak nie pojechał ciuchcią. Nauczył się tylko, że jęczenie przekonuje mamę.

Stojąc z boku i przyglądając się łatwo jest dawać sądy. Obserwator zawsze ma prościej bo patrzy, a nie odczuwa tego co w danej chwili może przeżywać aktor - rodzic. 

Takie sytuacje to dla wielu rodziców codzienność. Nie radzą sobie z zachowaniem dziecka, bo nieświadomi są tego, że nawet jedno słowo, zachowanie, gest, którego nie dostrzegają w swoim zachowaniu może być taki znaczący dla dziecka w danej chwili. 

środa, 26 listopada 2014

Trudne pożegnanie. O odstawianiu dziecka od piersi.


Odstawianie - trudna sztuka, mówię Wam ja - matka odstawiająca dziecko od piersi. Bo zabieramy coś co zaspokajało głód, dawało spokój, przyjemność, rozładowywało napięcie, łagodziło ból, dawało poczucie bezpieczeństwa, poczucie bliskości. Coś co wspaniale wpływało na rozwój emocjonalny dziecka i tworzącą się więź mamy z dzieckiem. Nie wie tego ten, kto nie karmił piersią i nie odstawiał. Nie zrozumie tego ten kto nie karmił dłużej niż pół roku, rok, dwa...

Zrozumie ta kobieta, która karmiła. Karmiła na żądanie, często, w dzień i w nocy. Zrozumie mężczyzna, który kobietę karmiącą wspierał i wie co to znaczy karmić piersią, może nie z doświadczenia,ale z tak zwanej 'uczestniczącej obserwacji'. Karmienie stało się rytuałem, który kiedyś przychodzi nam zakończyć. A kiedy? Bo przecież w nieskończoność się nie da. A to co dobre kiedyś niestety musi mieć swój koniec. No właśnie, kiedy? Nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi. Może być wtedy gdy Mama zdecyduje, że już czas, sama, bez wpływu innych osób. Ta decyzja to Twoja i tylko Twoje decyzja. Albo kiedy dziecko 'samo się odstawi', bo takie sytuacje również się zdarzają. Albo wtedy gdy staje się to dla Was obojga obciążające w jakiejkolwiek sferze życia.

Nie napiszę Wam jak odstawić (chyba, że chcecie). Bo na to sposobów jest wiele. Znanych i mniej znanych. Każda z nas w końcu odnajdzie ten, który będzie skuteczny i bezpieczny. Zazwyczaj trwa to długo. Odstawianie to proces. Czasem jednak może zdarzyć się tak, że nagła sytuacja zmusza nas do odstawienia. Wtedy może okazać się to bardzo trudne, zarówno dla Mamy jak i Dziecka. 

Inaczej będzie z odstawianiem od piersi niemowlaka, roczniaka, a jeszcze inaczej z odstawieniem dwu, trzylatka. Tak naprawdę dla każdego wieku metoda odstawienia może być inna. Różnice wynikają zarówno z poziomu rozwoju emocjonalnego dziecka, etapu rozwoju w którym obecnie się znajduje, częstości karmień i wielu, wielu innych czynników i przyzwyczajeń.

Odstawienie to jeden z tych momentów, w trakcie których nasze dziecko staje się dojrzalsze. Jeśli odpowiednio przejdziemy przez ten etap, osiągniemy kolejny sukces. I my i dziecko. 

Znam Mamy, które mogą powiedzieć, że odstawiły z dnia na dzień, bez wielkich przeżyć. Lecz dziś piszę to dla tych Mam, którym odstawianie 'nie idzie', sprawdzone metody nie działają, wylewają morze łez i nie tylko one, bo i dziecku jest ciężko i mamie jest ciężko.

Frustracja, złość, gniew, smutek, rozżalenie, płacz, rozdrażnienie, rozczarowanie. To tylko niektóre z emocji, które towarzyszą Wam w procesie odstawiania (jak to piszę to aż mi się robi smutno) Ten wachlarz emocji będzie, lecz zawsze jest coś co może je złagodzić. O tym nieco niżej w tekście. Czasem przychodzi dzień sukcesu i radości, że tak łatwo się obeszło bez piersi, a potem znów jest gorzej i wracacie do punktu wyjścia.

Wiem, że płacz dziecka, proszenie o pierś może być bolesne dla Matki. Czasem bardzo, czasem mniej. Wydaje nam się wtedy, że robimy coś źle, że robimy dziecku krzywdę. Lecz to przechodzi. Krzywdy nie robimy. Idziemy do przodu, dojrzewamy, staramy się zrobić krok do przodu. Dziecko nas kocha, nawet gdy wydaje nam się, że w tej chwili gdy nie dajemy piersi jest inaczej. Ono zrozumie i zobaczy w nas znowu wspaniałą Mamę, za moment, za chwileczkę. 

Konsekwencja, zdecydowanie, pewność decyzji. To najważniejsze co powinno Ci towarzyszyć w pożegnaniu z karmieniem piersią. Jeśli jesteś PEWNA swojej decyzji, że to już koniec, to trzymaj się tego. Odstawianie, wracanie, znowu odstawianie mogą powodować w dziecku większy niepokój niż odstawienie raz a dobrze. Choć nie oceniajcie mylnie, że to raz dobrze zawsze jest najlepsze. Jeśli pożegnanie z piersią rozciągnięte jest w czasie i sama o tym zdecydowałaś wtedy może być Ci łatwiej pod wieloma względami. 

Często kobiety decydują się na odstawianie od piersi stopniowo. Najpierw w dzień, po jakimś czasie w nocy, aż po całkowite odstawienie. To dobry sprawdzony sposób. Lecz pamiętaj o konsekwencji. Jeśli nie ma piersi w dzień i dziecko się o nią nie upomina to nie daj się zwieść sentymentom. Wiem, że bywają chwile słabości i aż by się chciało nakarmić, nawet wtedy gdy już od dawna piersi nie było, ale nie, bo potem znów będzie trudniej. Bądź konsekwentna. 

Często wyobrażamy sobie, że nasze dziecko za nic w świecie nie będzie chciało pożegnać się z piersią. To są wyobrażania i albo do nich dążymy, albo okazuje się, że jest zupełnie inaczej niż sobie myślałyśmy. Dziecko nas zaskakuje, bo okazało się, że piersi wcale mu nie brakuje, nawet za nią nie płacze. Tak po prostu, a tego się nie spodziewałyśmy. Dopóki nie spróbujemy odstawić, niczego się nie dowiemy. Dlatego z tym wyobrażaniem sobie jak to źle może być - poczekajmy. 

Gdy odstawiasz, bądź! Nie wyjeżdżaj na długo, nie zmieniaj innych rzeczy w życiu (myślę tu o dalekich wyjazdach, przeprowadzkach itp.) Odstawianie od piersi to jeden wielki wystarczający chaos w życiu dziecka. Nie fundujmy mu dodatkowych wrażeń w tym okresie.

Dziecko się zmienia gdy musi pożegnać się z piersią. Może być złe, smutne, może tupać nogami, płakać, gniewać się, bo bardzo by chciało, pragnęło a nie może nic zrobić. Pierś, która kiedyś była samym dobrem, teraz staje się czymś co powoduje frustracje i ten etap przy odstawianiu jest normalny. Z czasem dziecko dojrzewa i rozumie, że to już koniec mlecznej drogi i nie jest z tego powodu nieszczęśliwe. Jeśli zdrowo podejdziecie do pożegnania z piersią, bez niej też będziecie szczęśliwi. Złe emocje mijają i znów pojawia się szczęście - bez piersi u boku również :) 

Odstawianie to temat rzeka, mogłabym pisać i pisać. Lecz na dzisiaj już kończę, bo emocje ogromne mam jak to wszystko dla Was piszę. Może to hormony, czy wyobrażenia, czy cokolwiek ale jeszcze wrócę do tego tematu.

Pamiętajcie! Ciepłe wspomnienia towarzyszące karmieniu zostaną w Was na długo. To najlepsza droga - mleczna droga jaką mogliście wybrać. Wiem to na pewno. 

POWODZENIA MAMUSIE! 



niedziela, 23 listopada 2014

Czy sobie poradzę?

Ty. Może przyszła Mama. Może obecna Mama. Kto jak nie ona najlepiej sobie z własnym maleństwem poradzi. Gdy przychodzi ten moment gdy uświadamiasz sobie, że właśnie zmieniło się całe Twoje życie, albo całe postrzeganie Twojego życia. Jesteś w ciąży. Spada to na Ciebie nagle, tu i teraz w tym momencie. Cieszysz się z jednej strony, z drugiej jednak czujesz niepokój, bo jak to wszystko teraz będzie. Jak sobie poradzę? Co mnie czeka? Czy będę dobrą Mamą? Czy poradzę sobie z taką malutką istotką i z byciem Mamą? I nawet nie wiesz kiedy, zmieniają się Twoje zainteresowania. Dostrzegasz rzeczy, które kiedyś w ogóle Cię nie interesowały. Ważne sprawy idą na dalszy plan i nic już nie jest tak ważne jak to, że nosisz pod sercem swoje maleństwo. 

Dookoła słyszysz co masz robić, jak się zachowywać, czego nie robić, czego unikać. A Ty wiesz swoje. Bo będziesz Mamą i wiesz co dla Ciebie dobre i dla Twojego dziecka. Człowiek często głuchy jest na rady innych, na doświadczenia innych ludzi, innych kobiet w ciąży i ich przeżycia. Bo z Tobą będzie inaczej. Wiem, że te wszystkie rady często bywają denerwujące dla kobiety, rodziców, szczególnie w okresie ciąży i po narodzinach dziecka również. Też tak miałam i mam do tej pory. Warto jednak niekiedy otworzyć się, usłyszeć tą radę/wskazówkę. Ktoś patrząc z zewnątrz może zobaczyć coś, czego Ty z bliska nie zobaczysz. Lecz z tym różnie to bywa. Bo ten wpływ z zewnątrz czasem może być niezwykle stresujący dla kobiety w ciąży, matki (która nie powinna unikać źródeł silnego stresu). W ciąży polegałam na swojej intuicji, odczuciach z ciała i przeczuciach, na które nigdy nie byłam obojętna. I to samo mówił mi mój lekarz, że gdy coś mi się wydaje, coś odczuwam inaczej niż zwykle, mam przeczucie - powiedz o tym, nie lekceważ.

Obawa przed tym co nowe, co nas czeka jest całkowicie zrozumiała. Bo przecież przyjdzie nam być rodzicem! Być od chwil poczęcia, aż po narodziny i nowe życie z naszym dzieckiem. Opiekować się, być odpowiedzialnym za nasze dziecko. I z czasem to wszystko staje się takie naturalne. Okazuje się, że wiemy więcej niż nam się wydawało. Tak, jesteś Mamą, rodzicem i wiesz jak postępować z dzieckiem. Uczysz się tego każdego dnia,stajesz się mądrym rodzicem, chcącym dla swojego dziecka tego co najlepsze. Darzysz je miłością i to jest najważniejsze. To Cię prowadzi. Tworzy się między Wami niepowtarzalna więź. Więź matki z dzieckiem, która opiera się na miłości. Miłość Was poprowadzi. A ta miłość jest ogromna i silna i taka wręcz nie do opisania. 

Myślę czasem o moich obawach z okresu ciąży. Było ich mnóstwo, poważnych i mniej poważnych. Lecz zawsze były uzasadnione. Pewnie kiedyś, w kolejnej ciąży znów będę je miała. Ten strach przed porodem, ten lęk o zdrowie dziecka, ta obawa, jak to będzie. Później choć cały czas się zastanawiasz, to działasz. Działasz tak, żeby było Wam jak najlepiej. Nie zawsze jest idealnie, ale kochasz, starasz się i to jest najważniejsze. Zapewniasz swojemu dziecku poczucie bezpieczeństwa, starasz się dać wszystko co najlepsze na początek nowego życia, które jest w Twoich rękach.


piątek, 14 listopada 2014

Słowa, które każdy rodzic powinien zapamiętać.


To Ty jesteś pierwszym nauczycielem dziecka. Zawsze miej na uwadze jego pragnienia. 

Rozwój ma charakter indywidualny, dlatego nie porównuj swojego dziecka z dzieckiem koleżanki. 

Żadna zabawka nie jest w stanie zastąpić dziecku Twojej obecności.

Pomagaj dziecku w odkrywaniu swoich zainteresowań. Słuchaj go uważnie.

Nigdy nie zmuszaj dziecka do wykonywania jakichkolwiek czynności związanych z nauką - w ten sposób możesz go zniechęcić do wykonywania konkretnej czynności. 

Kilka mądrych, ważnych, skierowanych do rodziców wskazówek. Warto sobie wziąć je do serca. 
Tą listę znalazłam na tablicy informacyjnej w pewnym ośrodku dla dzieci. Nie znam autora, lecz myślę, że takie wiadomości należy przekazywać dalej, dlatego dzielę się z Wami...
Warto zapamiętać...


środa, 12 listopada 2014

Być Mamą Dwulatka. Troski i inne ciekawostki.

Dziś będzie więcej od psycholożki i trochę od Mamy. W tym poście znajdziecie dawkę wiedzy o tym jak sobie radzić w trudnych chwilach. Będzie też trochę dobrego, bo wiecie, że ja lubię szczęściem zarażać. Ale wiadomo, nie zawsze jest kolorowo z dwulatkiem, który akurat przechodzi bunt.

(Nie)łatwo jest być mamą dwulatka. Tak piszą, tak czytałam, tak mówią. Prawdziwy bunt dwulatka u każdego malucha pojawia się mniej więcej na tym samym etapie rozwoju. Jednak u jednych dzieciaków już w 18 miesiącu możemy mówić o pierwszych oznakach buntu, u innych kilka miesięcy po skończeniu drugiego roku życia. Bunt jest 'zjawiskiem' zupełnie naturalnym, a przede wszystkim jest warunkiem prawidłowego rozwoju dziecka.

Póki co wiedzę o buncie czerpię raczej z obserwacji innych dzieci czy z książek, niż z własnego doświadczenia... Drugi rok życia mojej córki przyniósł mi tyle niespodzianek i tyle emocji, że chyba w życiu ich tylu nie miałam w tak krótkim czasie. Dziecko w drugim roku życia zmienia się w szybkim tempie. Z miesiąca na miesiąc staje się inne, dojrzalsze, bardziej jak małe dziecko, mniej jak niemowlę.

W pierwszym roku życia mojego dziecka bazowałam głównie na domysłach i instynkcie macierzyńskim, który podpowiadał mi co robić. Trzymałam się tego, że jestem Mamą i wiem co dobre dla mojego maleństwa. Próbowałam odczytać czego moje dziecko potrzebuje, dlaczego płacze, dlaczego rzeczy dzieją się tak a nie inaczej. Podołałam. Teraz mnóstwo się zmieniło. Amelka niemal wszystko komunikuje mi słowami. I to nie byle jakimi. Mówi tak, że serce mi się raduje, albo śmieję się do łez, albo zupełnie nie wiem co w danej chwili recytuje. Bardzo często prowadzi długie monologi co dla dwulatków i trzylatków jest całkiem normalne. A dla mnie to czas na podziwianie i cieszenie się moim małym wielkim szczęściem!

Raz lepiej, raz gorzej

Jest łatwiej, bo jest grzeczna, ona rozumie co do niej mówię i odwrotnie, sama komunikuje o swoich potrzebach, nie raz delikatnie, nie raz z przytupem. Dogadujemy się. Nadajemy na tych samych falach i to mnie cieszy.

Poznaje świat w zastraszająco szybkim tempie. Chłonie wiedzę, a ja nie marnuję czasu. Poświęcam ten czas dla niej, bo wiem, że to najlepsze co można dać dziecku. Nic nie dzieje się samo. Dzieje się przy nas, z nami, obok nas. To jakie jest dziecko nie zależy przecież tylko od jego wrodzonych predyspozycji czy dobrych genów.

Trudniej się robi, gdy ona chce robić wszystko po swojemu, chce iść tam gdzie ona chce, dotknąć tego co ona chce, dostać to co ona chce, a ja wolałabym inaczej. Bo nie zawsze można mieć wszystko co by się chciało. Nie chcę zaburzać jej autonomii i testowania granic. Dziecko ma prawo poznawać, wybierać własną ścieżkę, mieć tą wolność wyboru i robić to na co ma ochotę, a nie ciągle to co rodzic każe i chce. Z drugiej jednak strony brakuje mi czasem cierpliwości, żeby trochę poczekać z upominaniem, ugryźć się w język, znaleźć złoty środek do rozwiązania problemu tu i teraz.

Sposób na ten trudny moment
Bo przecież powtarzanie kilkanaście razy czegoś, przekonywanie na siłę, uleganie dla świętego spokoju to zgubne metody, które do niczego dobrego nie prowadzą. Proste a często dla rodzica trudne do wykonania. Dlatego gdy czuję, że tracę cierpliwość to nie lekceważę tego. Mówię sobie STOP. Trzeba coś zmienić teraz. Nie dam się ponieść złym emocjom. Wtedy daje sobie chwilę, wychodzę albo biorę głęboki oddech. Pochylam się nad dzieckiem, tak żeby być na jej poziomie i żeby spojrzeć twarzą w twarz. Mówię spokojnie czego oczekuję. Nie działa? Odwracam jej uwagę, wymyślam coś na tyle interesującego żeby ją przekonać. Gdy nie chce iść mówię, że czeka na nas coś wspaniałego, coś co lubi, uwielbia, coś atrakcyjnego, albo proponuję bieg, podskoki, coś energicznego(zależy od nastroju) Wiecie, że to działa?

Trudniej jest też się przyznać przed sobą, że nie wszystko robimy dobrze, popełniamy błędy. Dziecko wiele uczy się od nas i to my mamy na to wpływ czego się od nas nauczy. Jak sobie będzie radzić w trudnych sytuacjach i trudnymi emocjami? Na jakie zachowania przystaniemy, a na jakie machniemy ręką każde spotkają się z pewnymi konsekwencjami w przyszłości. To jest tak jak z pierwszą czekoladką, potem drugą, trzecią. Dasz dziecku, posmakuje, poczuje słodki smak, a potem bez słodyczy nie będzie mogło się obejść. I wtedy pojawia się problem. Czasem lepiej zapobiegać i wcześniej pomyśleć. Słodycze są tylko przykładem. Tutaj można wymieniać mnóstwo zachowań dzieci z którymi rodzice sobie nie radzą, często z powodu niekonsekwencji i ulegania.

Staram się nie ulegać. Szukam rozwiązań, które są dobre dla dziecka i dla mnie również. Dzięki temu rzadko lub wcale nie spotykają mnie sytuacje, gdy dziecko wymusza płaczem, krzyczy, wrzeszczy bo coś chce. Wiem, że dzieci na wiele innych gorszych sposobów potrafią wymuszać.

Nikt nie jest jednak doskonały. Każdy z nas będąc rodzicem, przy nawet najszczerszych chęciach, popełnia błędy. Warto się jednak przyglądnąć sobie i znaleźć swoje metody działania w tych trudniejszych chwilach. Zadać pytanie czy dobrze postępujemy, czy chcemy aby było tak jak jest, czy może warto coś zmienić w zachowaniu naszym i naszego dziecka. Po to żeby żyło się lepiej.

Bo tych trudności może być mniej, gdy się znajdzie swój złoty środek. Dobry dla dziecka i dla nas. Ja go znalazłam i Wam też tego życzę :)









poniedziałek, 10 listopada 2014

Mama Daje Radę MA ROK!

Szykowałam się na rocznicę mojego bloga zupełnie nieświadoma że to już...po rocznicy. Właśnie spojrzałam na datę pierwszego posta i okazało się, że 2 dni temu minął rok blogowania choć byłam pewna, że to dopiero za 2 tygodnie!!! 

Cieszę się ogromnie, że zdecydowałam się na pisanie tegoż bloga. Dziękuję Wam, że jesteście, czytacie, komentujecie!!! Jestem przeszczęśliwa że pisząc i dzieląc się z Wami swoją matczyną i psychologiczną wiedzą mogę Wam w jakiś sposób pomóc i Was wesprzeć :) 

Dziękuję za Wasze miłe słowa, za wszystkie wiadomości jakie od Was dostaję. Z każdym dniem jest Was coraz więcej. Okazuje się, że największym zainteresowaniem cieszą się posty eksperckie oraz te osobiste Cieszę się, bo właśnie w tą stronę zmierza ten blog. Liczę na to, że w przyszłości będzie to miejsce, gdzie znajdziecie najwięcej odpowiedzi na nurtujące Was pytania z życia Mamy, Dziecka i Rodziny. Blog się stale rozwija i ja się rozwijam dzięki niemu :) 

Po tym krótkim podsumowaniu mam do Was pytanie. Choć znam statystyki bloga to mimo wszystko chciałabym dowiedzieć się od Was: Jaka tematyka postów najbardziej Was interesuje? O czym chcielibyście czytać więcej, a o czym mniej? Czy jest coś czego Wam brakuje na blogu? Podzielcie się Waszą opinią!


Pozdrawiam! Patrycja 



sobota, 8 listopada 2014

Dlaczego dziecko nie chce zasnąć?

To pytanie z pewnością prędzej czy później zadaje sobie każdy rodzic. Przychodzi pora snu. Maluch miał tyle wrażeń, mnóstwo zabawy, krótką drzemkę w dzień i ciągle z jakiegoś powodu nie chce wejść do łóżeczka/łóżka i zasnąć. Dlaczego?

Pójście spać dziecku nie zawsze kojarzy się tylko z przyjemnością, a może być dla malucha wręcz stresujące. Małe dziecko wspaniale bawi się w ciągu dnia, dookoła jest tyle atrakcji, rodzice obok, co jakiś czas pojawiają się niepoznane dotąd zabawy, zabawki, nowe przygody. Dziecko zafascynowane jest poznawaniem świata. Naprawdę trudno może mu być pożegnać się z tym wszystkim i udać się do krainy snu. Bo jak można tak po prostu pójść spać gdy dookoła czeka tyle atrakcji?

CO NAJLEPIEJ POMOŻE DZIECKU W ZASYPIANIU?
najlepszym sposobem na to, aby nasz maluch spokojnie zasypiał wieczorem są rytuały. Wszystkie czynności, które powtarzamy zawsze lub prawie zawsze przed snem. Kąpiel, ubieranie piżamek, kolacja, bajka na dobranoc, butelka, jeśli karmimy piersią to przed spaniem to nieodłączny rytuał maluchów. Są to czynności, które odbywają się zawsze przed pójściem spać. Jest to dla dziecka znak, że zbliża się pora spania. Wówczas jest duża szansa, że będzie spokojnie zasypiać. 
Ulubiony przedmiot np.pluszowy miś, kocyk, pieluszka, smoczek czy mamina pierś( z tymi ostatnimi lepiej uważać) lub czynność np. czytanie do snu pozwalają dziecku poczuć się bezpiecznie. Ulubiona zabawka czy czynność, która zawsze pojawia się przed snem ułatwi dziecku przejście od fazy aktywności do fazy zasypiania. Jednak zdarzają się sytuacje, które utrudniają dziecku zaśnięcie, nawet gdy wykonujemy codzienne rytuały.

KILKA POWÓD KTÓRE MOGĄ UTRUDNIĆ ZASYPIANIE.
Przyjrzyjmy się drzemce w ciągu dnia. Wydaje się, że najlepsza dla dziecka (i rodziców) będzie ta wczesnym popołudniem. Wówczas dziecko będzie miało jeszcze sporo czasu na dzienne aktywności, żeby wieczorem poczuć zmęczenie i chęć do spania. 

Późna drzemka popołudniowa lub dwie drzemki w ciągu dnia.
Dziecko, które wstaje z drzemki około godziny 17 będzie potrzebować jeszcze sporo czasu żeby zasnąć na dobranoc. Chyba dla nikogo nie będzie zdziwieniem gdy ta pora nadejdzie dopiero o 23. A gdzie wtedy czas dla siebie i dla związku? Sporo jednak zależy od przyzwyczajeń dziecka. Jeśli drzemki późnym popołudniem lub dwie drzemki w ciągu dnia to u Was norma, a po nich dziecko i tak zasypia o względnej porze, tylko mogę pozazdrościć. Większość dzieciaków, które wyśpi się do 17 -18 zaśnie prawdopodobnie po około 5 godzinach zabawy.

Ty jesteś zmęczona, dziecko nie. Często możemy mylnie stwierdzić, że dziecko jest śpiące. Myślimy o spaniu, chcemy się chwilę zresetować, przydałaby się chwila dla siebie - a to położę malucha spać. Może się uda? Usypianie dziecka gdy nie jest zmęczone jest wykańczające zarówno dla dziecka jak i dla rodzica. Jeśli w trakcie godziny dziecko nie zasypia znaczy, że dłużej lepiej nie próbować, jeśli nie chcemy całkowicie stracić cierpliwości.

Coś jest inaczej niż zwykle. Gdy dziecko zauważy zmianę w otoczeniu, zmianę tego co działo się zawsze przed spaniem. Czy będzie to coś nowego czyli na przykład inne niż zwykle miejsce zasypiania, nie ta kołysanka co trzeba, goście w domu, choroba dziecka, nieobecność Mamy, Taty, opiekuna, zbyt wiele wrażeń. To wszystko może utrudnić dziecku spokoje zasypianie. Jest jeszcze wiele innych powodów. 

Niespełnione potrzeby. Zarówno fizyczne jak i emocjonalne. Gdy dziecko jest głodne, chce mu się pić, jest mu za gorąco, za zimno, chce skorzystać z nocniczka - to wszystko może opóźnić zasypianie lub spowodować, że w ciągu dnia dziecko wcale nie zaśnie, bo ominiemy "ten" moment kiedy czuło się senne. Niespełnione potrzeby emocjonalne, na przykład: brak Mamy gdy zawsze była obok podczas zasypiania, brak ulubionej zabawki, dzięki której dziecko czuje się bezpiecznie. 

Wiem, że usypianie malucha bywa czasem mozolne i wydaje się, że sen dziecka nigdy nie nadejdzie. Często możemy tracić cierpliwość, gdy z minuty na minutę dziecko zamiast zasypiać coraz bardziej się rozbudza. Warto mieć na uwadze powyższe wskazówki, być może dzięki nim zasypianie stanie się przyjemniejsze niż zwykle? 

niedziela, 2 listopada 2014

Za miastem

W Krakowie powietrze jest tak zanieczyszczone, że czasem lepiej wcale nie wychodzić z domu. I tak odkąd smog(!) przekracza granice wszelkiej normy, nie wychodzimy z domu. Gdy się da wyjeżdżamy za miasto zaczerpnąć świeżego powietrza, nacieszyć się naturą i ciepłym listopadem.

Było magicznie :)