sobota, 30 sierpnia 2014

Czy dziecko w restauracji zawsze musi płakać?



Kiedyś wydawało mi się, że wyjście z maluchem do restauracji jest raczej niemożliwe. Dlaczego? Tak się przyjęło i panuje taki stereotyp, że dziecko w restauracji tylko krzyczy, płacze i przeszkadza innymi klientom. Oczywiście takie sytuacje czasem się zdarzają. Lecz czy zawsze? Raz sama byłam świadkiem takowej i na pewno nie jestem jedyna...

Jeszcze gdy byłam w ciąży poszliśmy na kolację do włoskiej restauracji. Kilka stolików obok nas było małżeństwo z dwójką dzieci. Jedno miało może 5 latek, drugie kilka miesięcy. Maluch stękał, marudził, a rodzice spokojnie siedzieli i zajadali się kolacją. Starałam się wyłączyć i nie słyszeć tego co się wokół mnie dzieje, ale mimo wszystko to marudzenie mi przeszkadzało. Nie podobało mi się to, że rodzice tego malucha nie reagowali. Pomyślałam wtedy to skoro tak wygląda wyjście z dzieckiem do knajpy to to pewnie nasza ostatnia spokojna kolacja w restauracji" a było to tuż przed rozwiązaniem :) 

Choć w restauracjach bywamy dość rzadko (wolimy domowe jedzenie) to mam już dość spore doświadczenie w tej dziedzinie. Czasem człowiek dla relaksu po prostu wychodzi całą rodziną, żeby posiedzieć, pogadać i zmienić otoczenie. 

Z dzieckiem w restauracji też może być fajnie i dla Was i dla otoczenia! Łatwo można zmienić to stereotypowe myślenie, jeśli pokażemy ludziom, że z tymi dziećmi w knajpie nie jest tak źle i tragicznie. Żeby to zrobić i żeby dziecko było grzeczne trzeba się tym zająć. A czasem puszczenie dziecka swawolnie i niech robi co chce się nie sprawdza. Dla nas to nie problem, że dziecko krzyczy i wrzeszczy często nawet z radości, jednak dla innych, jak oni to odbierają? 

Nie zdziwmy się, że dziecko marudzi, jeśli nie ma co robić, nudzi mu się, co chwilę słyszy od nas "nie ruszaj tego, zostaw to, chodź tutaj, nie idź tam" Maluch jest w nowym miejscu więc będzie szczególnie zainteresowany otoczeniem. Dlatego powinniśmy o nie zadbać. 

Obecnie wiele restauracji jest zaopatrzonych w kącik dla malucha. Wtedy rodzice mając oko na dziecko mogą spokojnie posiedzieć. Bywają jednak miejsca, które chętnie odwiedzamy, a nie ma w nich miejsca do zabaw dla dzieci. 

Ostatnio byliśmy we trójkę w naszej ulubionej restauracji na krakowskim Kazimierzu. Świetne, klimatyczne miejsce, w którym jednak miejsca dla maluchów nie było. No, oprócz krzesełka ;) Zapytałam kelnerki czy jest jakiś kącik, na co zdawkowo odpowiedziała: 'nie, nie ma'. Ok. Byliśmy przygotowani na tą ewentualność i zabraliśmy dla Amelki ulubione zabawki, które ją interesują. Złożyliśmy zamówienie i po chwili kelnerka przyszła do nas z kubkiem kolorowych flamastrów i kartkami papieru. Amelka była zachwycona i większość czasu rysowała, malowała i była tak spokojna, że nikt nawet nie przypuszczał, że dziecko jest w knajpie. Jednak ludzie przechodzili, patrzyli, zaczepiali uśmiechem i uśmiechali się do niej... Pomyślałam wtedy, że to jest świetny sposób na łamanie stereotypu niegrzecznego dziecka w restauracji. Pokaż, że może być inaczej, zadbaj o to! Zajmij się dzieckiem, zainteresuj, stwórz odpowiednie warunki, aby i ono i abyście Wy rodzice mogli się cieszyć tym wspólnym wyjściem. I tak aby otoczenie także było zadowolone, a nie burkało na Was i patrzyło krzywym wzrokiem ;) 

Powyżej, jeśli uważnie czytaliście, przedstawiłam Wam dwa sposoby na "święty spokój" i  dobrą zabawę w restauracji. Poniżej kilka dobrych, sprawdzonych i prostych sposobów na zajęcie uwagi dziecka.
  • dobry asortyment i wyposażenie maminej torebki w ulubione zabawki
  • kącik zabaw dla dziecka
  • kawałek kartki i kredki
  • odpowiednia organizacja miejsca i okazywanie dziecku uwagi
  • serwetki, cukier, świeczki, bezpieczne ozdoby

Inaczej będzie z niemowlakiem, inaczej z roczniakiem, a jeszcze inaczej z dwulatkiem. Ale pamiętaj!
Czasem mając kilka gadżetów jesteś w stanie zorganizować dziecku świetną zabawę na dłużej. Tak żebyście mogli z mężem/partnerem/przyjaciółką/znajomymi posiedzieć i się zrelaksować. 

A jak u Was wygląda wyjście z dzieckiem do restauracji? Chodzicie, czy unikacie takich miejsc? ;)

5 komentarzy:

  1. My zawsze zabieramy ze sobą wózek. Syn ma 9 miesięcy , więc jeszcze nie chodzi , nie maluje( niestety :P )
    Oczywiscie maluch nie pozwala , żeby rodzice jedli samotnie, więc wtedy dostaje do łapki chrupki, a potem zabawki i troche się sobą zajmuje, a jeśli mu się znudzi, to sami go zabawiamy. Nie jest to super relaks, w ciszy , ale jest fajnie , i chyba się do tego już przyzwyczailiśmy, dlatego nie unikamy takich miejsc jak restauracje. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie! Póki co macie ten komfort, że nie musicie biegać za małym :) A im będzie starszy, tym więcej opcji zabawy się pojawi :) Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Ale córka jest do Ciebie podobna! Piękna dziewczynka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. My często chodzimy do restauracji, zwłaszcza jak wracamy z spektaklu w warszawskim Teatrze Małego Widza (mała ma 3 latka :)) to jesteśmy tak głodni, że nie da się przejść przez Starówkę nie wchodząc nigdzie :) Ale nie mamy z młodą problemów - cały czas gadamy - o spektaklu, o tym co byśmy zjedli, o wystroju restauracji... ale kredki i kartki mam zawsze w pogotowiu - jakby co:)

    OdpowiedzUsuń