środa, 12 listopada 2014

Być Mamą Dwulatka. Troski i inne ciekawostki.

Dziś będzie więcej od psycholożki i trochę od Mamy. W tym poście znajdziecie dawkę wiedzy o tym jak sobie radzić w trudnych chwilach. Będzie też trochę dobrego, bo wiecie, że ja lubię szczęściem zarażać. Ale wiadomo, nie zawsze jest kolorowo z dwulatkiem, który akurat przechodzi bunt.

(Nie)łatwo jest być mamą dwulatka. Tak piszą, tak czytałam, tak mówią. Prawdziwy bunt dwulatka u każdego malucha pojawia się mniej więcej na tym samym etapie rozwoju. Jednak u jednych dzieciaków już w 18 miesiącu możemy mówić o pierwszych oznakach buntu, u innych kilka miesięcy po skończeniu drugiego roku życia. Bunt jest 'zjawiskiem' zupełnie naturalnym, a przede wszystkim jest warunkiem prawidłowego rozwoju dziecka.

Póki co wiedzę o buncie czerpię raczej z obserwacji innych dzieci czy z książek, niż z własnego doświadczenia... Drugi rok życia mojej córki przyniósł mi tyle niespodzianek i tyle emocji, że chyba w życiu ich tylu nie miałam w tak krótkim czasie. Dziecko w drugim roku życia zmienia się w szybkim tempie. Z miesiąca na miesiąc staje się inne, dojrzalsze, bardziej jak małe dziecko, mniej jak niemowlę.

W pierwszym roku życia mojego dziecka bazowałam głównie na domysłach i instynkcie macierzyńskim, który podpowiadał mi co robić. Trzymałam się tego, że jestem Mamą i wiem co dobre dla mojego maleństwa. Próbowałam odczytać czego moje dziecko potrzebuje, dlaczego płacze, dlaczego rzeczy dzieją się tak a nie inaczej. Podołałam. Teraz mnóstwo się zmieniło. Amelka niemal wszystko komunikuje mi słowami. I to nie byle jakimi. Mówi tak, że serce mi się raduje, albo śmieję się do łez, albo zupełnie nie wiem co w danej chwili recytuje. Bardzo często prowadzi długie monologi co dla dwulatków i trzylatków jest całkiem normalne. A dla mnie to czas na podziwianie i cieszenie się moim małym wielkim szczęściem!

Raz lepiej, raz gorzej

Jest łatwiej, bo jest grzeczna, ona rozumie co do niej mówię i odwrotnie, sama komunikuje o swoich potrzebach, nie raz delikatnie, nie raz z przytupem. Dogadujemy się. Nadajemy na tych samych falach i to mnie cieszy.

Poznaje świat w zastraszająco szybkim tempie. Chłonie wiedzę, a ja nie marnuję czasu. Poświęcam ten czas dla niej, bo wiem, że to najlepsze co można dać dziecku. Nic nie dzieje się samo. Dzieje się przy nas, z nami, obok nas. To jakie jest dziecko nie zależy przecież tylko od jego wrodzonych predyspozycji czy dobrych genów.

Trudniej się robi, gdy ona chce robić wszystko po swojemu, chce iść tam gdzie ona chce, dotknąć tego co ona chce, dostać to co ona chce, a ja wolałabym inaczej. Bo nie zawsze można mieć wszystko co by się chciało. Nie chcę zaburzać jej autonomii i testowania granic. Dziecko ma prawo poznawać, wybierać własną ścieżkę, mieć tą wolność wyboru i robić to na co ma ochotę, a nie ciągle to co rodzic każe i chce. Z drugiej jednak strony brakuje mi czasem cierpliwości, żeby trochę poczekać z upominaniem, ugryźć się w język, znaleźć złoty środek do rozwiązania problemu tu i teraz.

Sposób na ten trudny moment
Bo przecież powtarzanie kilkanaście razy czegoś, przekonywanie na siłę, uleganie dla świętego spokoju to zgubne metody, które do niczego dobrego nie prowadzą. Proste a często dla rodzica trudne do wykonania. Dlatego gdy czuję, że tracę cierpliwość to nie lekceważę tego. Mówię sobie STOP. Trzeba coś zmienić teraz. Nie dam się ponieść złym emocjom. Wtedy daje sobie chwilę, wychodzę albo biorę głęboki oddech. Pochylam się nad dzieckiem, tak żeby być na jej poziomie i żeby spojrzeć twarzą w twarz. Mówię spokojnie czego oczekuję. Nie działa? Odwracam jej uwagę, wymyślam coś na tyle interesującego żeby ją przekonać. Gdy nie chce iść mówię, że czeka na nas coś wspaniałego, coś co lubi, uwielbia, coś atrakcyjnego, albo proponuję bieg, podskoki, coś energicznego(zależy od nastroju) Wiecie, że to działa?

Trudniej jest też się przyznać przed sobą, że nie wszystko robimy dobrze, popełniamy błędy. Dziecko wiele uczy się od nas i to my mamy na to wpływ czego się od nas nauczy. Jak sobie będzie radzić w trudnych sytuacjach i trudnymi emocjami? Na jakie zachowania przystaniemy, a na jakie machniemy ręką każde spotkają się z pewnymi konsekwencjami w przyszłości. To jest tak jak z pierwszą czekoladką, potem drugą, trzecią. Dasz dziecku, posmakuje, poczuje słodki smak, a potem bez słodyczy nie będzie mogło się obejść. I wtedy pojawia się problem. Czasem lepiej zapobiegać i wcześniej pomyśleć. Słodycze są tylko przykładem. Tutaj można wymieniać mnóstwo zachowań dzieci z którymi rodzice sobie nie radzą, często z powodu niekonsekwencji i ulegania.

Staram się nie ulegać. Szukam rozwiązań, które są dobre dla dziecka i dla mnie również. Dzięki temu rzadko lub wcale nie spotykają mnie sytuacje, gdy dziecko wymusza płaczem, krzyczy, wrzeszczy bo coś chce. Wiem, że dzieci na wiele innych gorszych sposobów potrafią wymuszać.

Nikt nie jest jednak doskonały. Każdy z nas będąc rodzicem, przy nawet najszczerszych chęciach, popełnia błędy. Warto się jednak przyglądnąć sobie i znaleźć swoje metody działania w tych trudniejszych chwilach. Zadać pytanie czy dobrze postępujemy, czy chcemy aby było tak jak jest, czy może warto coś zmienić w zachowaniu naszym i naszego dziecka. Po to żeby żyło się lepiej.

Bo tych trudności może być mniej, gdy się znajdzie swój złoty środek. Dobry dla dziecka i dla nas. Ja go znalazłam i Wam też tego życzę :)









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz