wtorek, 30 grudnia 2014

Jak zorganizować i spędzić Sylwestra z dzieckiem w domu?


Co niemowlak, roczniak, dwu-trzy latek może robić w Sylwestra? Czy warto organizować Sylwestra dla tak małego dziecka? I co mają robić rodzice w Sylwestra z dzieckiem w domu? Z doświadczenia wiem, że to może być naprawdę dobra impreza... ;)

Mam dla Was dzisiaj kilka ciekawych sylwestrowych pomysłów. Bo co możemy zrobić, gdy nie mamy z kim zostawić malucha, a wyjście z domu na całą noc nie jest możliwe?

Pamiętam jak dziś pierwszego Sylwestra z naszą 1,5 miesięczną wtedy Amelką. My, czyli ja i mój partner - świeżo upieczeni rodzice, gdy wybiła godzina zero siedzieliśmy na parapecie w naszym mieszkaniu. Patrzyliśmy przez okno i podziwialiśmy fajerwerki, a obok w pokoju spała nasza Kruszynka. Biegaliśmy wtedy co chwilę sprawdzać czy śpi. 

Bo w domu z dzieckiem wieczór Sylwestrowy również może być niezapomniany i wyjątkowy, wystarczy tylko zadbać o kilka ważnych szczegółów. 

Opcji do wyboru jest kilka. To może być na przykład Sylwester w domu w towarzystwie znajomych/przyjaciół z dziećmi. Rodzic rodzica podczas imprezy najlepiej zrozumie, więc wspólnie możemy zorganizować naprawdę fajnego Sylwestra, z tańcami, pysznym jedzeniem, szampanem i rozmowami do późna. 

Wieczorem dzieci mogą się wspólnie bawić, tańczyć, śpiewać i szaleć. A gdy już udadzą się do krainy snu wówczas rodzice będą mieć okazję do w miarę cichego świętowania :) Warto dla maluchów zorganizować jeden pokój gdzie będą mogły bezpiecznie i spokojnie spać.

Dla dzieciaków również możemy wymyślić coś wyjątkowego. Wspólne przyrządzanie potraw, pieczenie ciasteczek, głośniejsza niż zwykle muzyka, tańce, serpentyny, balony, zimne ognie(tylko pod nadzorem rodzica - najlepiej to z dala od dziecka;)) Z roku na rok liczba atrakcji wzrasta. Jednak gdy dziecko jest małe niewiele będzie rozumieć z całej sylwestrowej uczty, ważne żeby dobrze się bawiło!

Sylwester w domu ze znajomymi, którzy nie mają dzieci - jeszcze nie próbowałam. Jednak wyobrażam sobie, że świętowanie do 4 rano to dla nich norma, kiedy my rodzice po godzinie 0:00 będziemy przysypiać na kanapie - tak z przyzwyczajenia. Ale co zrobić, gdy maluch o 6 rano już gotowy czeka na zabawę? ;)


Romantyczna kolacja przy świecach we dwoje. Jak szaleć to szaleć! Tylko na takie szaleństwa możemy sobie pozwolić gdy maluch już smacznie śpi. Każdy rodzic wie, że te chwile spędzone tylko we dwoje są niezwykle cenne dla związku, w którym teraz zawsze jest ta trzecia, potem czwarta, potem piąta(i tak dalej) osoba - czyli dziecko :) 

Wybierany przez wielu wieczór Sylwestrowy spędzony przed telewizorem to opcja nie dla mnie - nie mam telewizora. Jednak może to być również miło spędzony Sylwester - jak kto lubi. Ja jednak zachęcam do zrobienia w tą wyjątkową noc czegoś szalonego, pysznego i niezapomnianego i właśnie takiego Sylwestra Wam życzę - bawcie się dobrze!

A jakie Wy macie plany na Sylwestra?

piątek, 19 grudnia 2014

Kariera i macierzyństwo?


Kilka lat temu na zajęciach usłyszałam od pewnej pani psycholog mądre słowa - matka(szczególnie) w pierwszym roku życia ma być dla dziecka na wyciągnięcie ręki. To ona ma być bezpieczną bazą. Te słowa niesamowicie zapadły mi w pamięć. Zinterpretowałam je po swojemu, ale zawsze powtarzałam sobie w myślach, że ten pierwszy rok mama ma być dla dziecka. Dla siebie również, ale dla dziecka i przy dziecku. Wtedy nie planowałam jeszcze tego, żeby zostać mamą, a jednak ta myśl została w mojej głowie do teraz. Rok czasu, dwa, trzy... Czy to długo, aby być dla dziecka kiedy tylko tego potrzebuje?

Zawsze zastanawia mnie jak one to robią. Jak te matki, które dwa, trzy, kilka miesięcy temu urodziły dziecko wychodzą na cały dzień bez dziecka, wyjeżdżają bez dziecka, zajmują się karierą, która rozumiem ucieknie gdy w tym momencie się nią nie zaopiekują. Robi się wówczas wielki szum wokół tego, że już, już po 3 tygodniach wyszła z domowych pieleszy i wróciła na salony. Czy to rzeczywiście fakt, który warty jest tylu pochwał?

Cenię i podziwiam aktorki, piosenkarki, czy inne sławne osoby - matki, które mówią otwarcie, że robią przerwę, poświęcają czas(przynajmniej pierwsze miesiące życia) dla dziecka. Niektóre aktorki zabierają swoje maleństwa na plan, inne zabierają je w podróż, inne wolą zostawić je w domu pod opieką. To wszystko jest fajne, dopóki nie pomyśli się o tym, że ten maluszek właśnie Mamy potrzebuje najmocniej. 

Tylko raz jest noworodkiem, tylko kilka miesięcy niemowlakiem. W tym czasie kształtuje się więź i przywiązanie matki z dzieckiem. Dziecko nabiera nowych umiejętności, które robi po raz pierwszy, pierwsze mocne uniesienie główki, pierwszy społeczny uśmiech, pierwsze obroty, pierwsze samodzielne siedzenie, pierwszy krok. 

Należę, do grupy Mam, która nie wyobraża sobie ominięcia czy nie dostrzeżenia tych szczególnych momentów z życia dziecka. Czy faktycznie kariera zawodowa jest wówczas najważniejsza, czy faktycznie nie ma innego rozwiązania? Dziewięć miesięcy oczekiwania, żeby po kilku miesiącach z powrotem rzucić się w wir zadań, które w pewien sposób odciągają nas od dziecka. 

Kobieta powinna się rozwijać, realizować, spełniać. Czuć się spełnioną i szczęśliwą. Uważam jednak i wiem, że nie tylko ja - na karierę nigdy nie jest za późno. Zawsze można zacząć od początku. Sama staram się rozwijać, dbać o siebie i swój zawód. Obecnie doceniam jednak najbardziej to, że realizuję się w byciu Mamą. Tych pierwszych lat z życia dziecka i Mamy nic nie przywróci, zostają wspomnienia, zdjęcia, ale czas mija. Oby ten czas Wam nie umknął! Tego Wam życzę Mamusie! 



Źródło zdjęcia: http://iam.beyonce.com/post/74977314897

środa, 17 grudnia 2014

Przeciwieństwa - zabawka edukacyjna


Dzisiaj czas na kolejną zabawkę z wymyślonej przeze mnie serii bawimy się i uczymy. Lubię pisać o zabawkach, które są godne polecenia, sprawdzone i takie, które mogą posłużyć dziecku na długie lata do zabawy i do nauki. Nie myślcie sobie, że tylko takie serwuję dziecku, nie. Amelka ma również lalki Barbie, przeróżne misie, koniki i inne, które również uważam rewelacyjnie sprawdzają się w zabawie. Jednak przykładam dość dużą wagę do tego czym dziecko się bawi. A jakie zabawki mamy, to śledząc bloga, na pewno już wiecie. Dzisiaj o zabawce edukacyjnej, którą Amelka ostatnio dostała w prezencie są to PRZECIWIEŃSTWA. 

Jak pisze o zabawce twórca - kapsle służą do zabawy w pojedynkę lub z rówieśnikami. Póki co mogę Wam powiedzieć, że dla mojej dwulatki to zabawka głównie do zabawy z Mamą. Z czego bardzo się cieszę, bo muszę przyznać, że ta zabawa działa na mnie odprężająco, a na dodatek wykonuje za mnie kawał niezłej roboty - edukacyjnej. Dziecko szybko się uczy, przy niewielkiej pomocy rodzica ;)

Zadaniem dziecka jest dopasowywać pary przeciwieństw. Co? Dwulatek przeciwieństwa?
No oczywiście! Jestem pewna, że jeśli pokażemy dziecku zasadę, pokierujemy zabawą, a później pozwolimy dziecku na samodzielne decydowanie, wówczas szybko załapie zasady gry. 

Na przykład: Gruby kotek - chudy kotek. Wystarczy w zasadzie raz dziecku pokazać, że dwa odpowiednie kapsle należy do siebie dopasować, a potem tylko podziwiać jak dziecko szybko się uczy. 



Początkowo niektóre obrazki wydawały mi się za trudne dla dwuletniego dziecka. Jednak gdy bawimy się razem możemy pokazać dziecku przedmioty których jeszcze nie widziało, wykorzystując przedmioty, które mamy w domu. W ten sposób dziecko skojarzy, że rzeczywisty przedmiot jest również na kapslu. Dziecko w tej zabawie ma okazję nauczyć się nowych słów. Aby znaleźć przeciwieństwo musi się trochę natrudzić. Koncentracja, pamięć i spostrzegawczość - to ćwiczymy w trakcie tej zabawy. Co więcej dziecko poszerza swoją wiedzę o otaczającym je świecie.

Odkąd ta zabawka zagościła u nas w domu - codziennie gramy w przeciwieństwa. Lubię, lubię, lubię! Nie dość, że dziecko świetnie się przy tym bawi, to jeszcze sporo może się nauczyć. 













Ps. Wpis nie jest sponsorowany. 

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Mama i jej super siła!


Pewna Mama napisała do mnie ostatnio z prośbą o poradę dotyczącą karmienia piersią. Początkowo wahałam się przed odpowiedzią, bo przecież konsultantką laktacyjną nie jestem. Napisałam kilka zdań i kiedy przeczytałam je ponownie zdałam sobie sprawę ile te dwa lata mlecznej drogi mnie nauczyły. Bo choć mleka było pod dostatkiem to ta droga nie była usłana różami. Kilka razy zapalenia piersi, potworny ból i pytania co dalej, jak sobie radzić? Często musiałam szukać informacji o karmieniu, które niekiedy wydawały mi się sprzeczne. Pamiętam ten czas jak dziś, kiedy miałam 40 stopni gorączki z powodu zapalenia i zadawałam sobie pytanie czy mogę nakarmić dziecko czy nie mogę. Dzwoniłam do lekarzy. Jeden mówił, że mogę, drugi mówił, że nie mogę. Większość mówiła, że nie mogę. Mleko modyfikowane wtedy dla mnie w ogóle nie istniało. Więc nie wyobrażałam sobie co będzie dalej. To był czas kiedy dowiedziałam się o karmieniu piersią najwięcej. Okazało się (dla ścisłości), że przy tak wysokiej gorączce również MOŻNA karmić piersią. I tak z niedoświadczonej wcześniej Mamy stałam się własną doradczynią i konsultantką laktacyjną. Wiem o karmieniu dużo, bardzo dużo i z radością dzielę się tą wiedzą z innymi. 

Zawsze wiedziałam, że nie będę pielęgniarką. Na sam widok igły robiło mi się słabo, nie mówiąc już o widoku krwi. Będąc w ciąży comiesięczne pobieraniee krwi było dla mnie strasznym przeżyciem. Z czasem jednak wszystko się zmieniło. Wystarczy zostać Mamą i taki 'mały' strach idzie w niepamięć. Bo kto jak nie Mama wspiera dziecko przy pobieraniu krwi czy przy szczepieniu? Niepoważne byłoby z mojej strony gdybym drżała na widok igły trzymając w objęciach przestraszoną córcię, ale..wystarczy już o tym strachu ;)

Pierwsze przeziębienie, pierwsza choroba i pierwsza wizyta w szpitalu z dzieckiem. To wszystko sprawia, że ze zwykłej młodej kobiety, niedoświadczonej w dziedzinie chorób, nagle stajesz się silną kobietą, mądrą matką, która jest w stanie w ekspresowym tempie dowiedzieć się wszystkiego o danej chorobie, o tym jak przetrwać i zwalczyć przeziębienie i jak przeżyć pobyt w szpitalu by dziecko nie miało traumy (bo wierzcie o to nie trudno). 

Psychologiem jestem i jestem szczęśliwa, że los zaprowadził mnie właśnie w tym kierunku. Kiedyś wkuwając psychologię rozwojową i krok po kroku poznając teorię o rozwoju dziecka miesiąc po miesiącu było to dla mnie nie do przejścia. Bo jak zapamiętać każdą małą umiejętność, którą dziecko powinno umieć w danym miesiącu? 5 lat studiowania nie nauczyło mnie tyle o rozwoju dziecka, jak moje własne dziecko i bycie Mamą. 

To tylko kilka przykładów tego ile i jakich specjalności każdego dnia uczy nas macierzyństwo...
Bycia Mamą uczymy się każdego dnia. Ta nauka nigdy się nie kończy. Zawsze mamy do niej motywację i chcemy wiedzieć więcej i więcej. Tak powinno być. Bo jak tu nie mieć motywacji jeśli chodzi o własne dziecko, to najukochańsze, najlepsze. Dla niego zawsze pragniemy dobra i dla niego dowiemy się wszystkiego, żeby było szczęśliwe. Bo szczęśliwe dziecko to szczęśliwa Mama i odwrotnie...

środa, 10 grudnia 2014

Nić porozumienia. Jak tworzy się więź mamy z dzieckiem?


Nić porozumienia. To jest właśnie to co pojawia się od samego początku. Od pierwszego spotkania mamy z dzieckiem. Pierwsze spojrzenie, pierwszy dotyk, pierwsze karmienie. Dla matki niezapomniane, najlepsze przeżycie jakiego można doświadczyć. 

Dziewięć miesięcy. Szereg emocji, wyobrażeń, oczekiwań, niepokoje, lęki, obawy i radość, radość z oczekiwania na cud. Z miesiąca na miesiąc coraz intensywniej przyszła Mama przygotowuje się na przyjście dziecka, komunikuje się z nim, czuje ruchy dziecka, kopniaki i inne wygibasy. Już wtedy tworzą się pierwsze postawy rodziców wobec dziecka oraz więź emocjonalna. Bo która z nas, nie mówiła do dziecka w ciąży, nie głaskała, nie śpiewała mu? Nie tylko my, bo przecież przyszli ojcowie również nawiązują kontakt z dzieckiem w okresie ciąży. Głaskają, przemawiają, czują ruchy. To bardzo ważne, aby doświadczać tego kontaktu. To czas kiedy zaczynają kształtować się nasze postawy rodzicielskie wobec dziecka. Doświadczenie mówi mi, że to fakt, przywiązanie emocjonalne pojawia się już w okresie prenatalnym. Miłość, wielka miłość. Choć jeszcze nie widzimy naszego cudu, już kochamy najmocniej. 

Szczególny czas po porodzie zwany okresem wrażliwości, w którym to noworodek jest w stanie aktywnego czuwania, nie płacze, porusza nóżkami i rączkami, jest spokojny, patrzy swoimi wielkimi oczami. Mamie w tym okresie z kolei towarzyszą silne przeżycia i pozytywne emocje, które przeżywa w kontakcie z dzieciątkiem. Pamiętam ten czas jak dzisiaj, nigdy nie zapomnę tego wzroku na sobie.

Tematyka więzi, przywiązania, nawiązywania pierwszych relacji jest niezwykle rozległa. Chciałabym przytoczyć tu najciekawsze i najważniejsze etapy tworzenia się więzi.

Pierwsza prawdziwa relacja to relacja z Mamą i z Tatą. Obiektem przywiązania jest ktoś (czyt. Mama i/lub Tata) kto odwzajemnia uczucia dziecka i daje poczucie bezpieczeństwa, ale nie tylko. Nie tak dawno poznałam ciekawe pojęcie synchronii interakcyjnej - to najprościej mówiąc przeplatanie się zachowań mamy i dziecka, to odpowiadanie na uczucia i emocje dziecka, uśmiech za uśmiech, słowo za słowo. W budowaniu więzi właśnie to jest ważne, dawanie ciepła, bliskości, czułości od rodzica, Dziecko sygnalizuje potrzebę, a my ją dostrzegamy i odpowiadamy na nią, najlepiej jak potrafimy. Pomoże nam jak zwykle niezwykle silna kobieca intuicja, która nigdy nas nie zawodzi, prawda?

Pustka emocjonalna jest wtedy, gdy dziecku brak poczucia bezpieczeństwa, gdy rodzic nie reaguje na potrzeby dziecka, gdy nie odpowiada, gdy nie ma wspomnianej wcześniej synchronii. Pierwsza silna więź emocjonalna z Matką rzutuje na rozwój społeczno-emocjonalny i na całe dalsze życie człowieka.

Kształtowanie się więzi oparte jest przede wszystkim na zapewnianiu dziecku POCZUCIA BEZPIECZEŃSTWA.

Wczesna więź tworzy się między drugim, a szóstym miesiącem życia. To czas kiedy dziecko, w odpowiednim dla siebie momencie(bo każde dziecko w swoim tempie), zaczyna rozpoznawać najbliższe mu osoby. Pierwsza jest Mama. W pierwszych miesiącach życia dziecko najlepiej reaguje na zapach i dotyk Mamy. Często może się zdarzyć, że dziecko nawet dwu, trzy,czteromiesięczne płacze wzięte na ręce przez kogoś innego. Bo to nie ten zapach i nie ten dotyk. Mamine rączki najlepsze, to chyba nie podlega dyskusji?

Między siódmym, a dwudziestym czwartym miesiącem życia możemy już mówić, że przywiązanie się ukształtowało. Świadczyć o tym może wyraźna nieufność wobec obcych, strach przed rozłąką z Mamą i dążenie do tego, aby do tej rozłąki nie dopuścić.

Wraz z ukończeniu przez dziecko drugiego roku życia, a co za tym idzie, wraz ze zmianami w sferze poznawczej dziecka, przywiązanie się zmienia. Relacja staje się obustronna, dziecko jest w stanie zrozumieć również potrzeby rodziców.

Chciałabym Wam przytoczyć krótką ściągę z wzorców przywiązania dziecka z matką, które pokażą Wam jak wygląda dobra relacja, silna, bezpieczna więź matki z dzieckiem, a jak więź pozabezpieczna. Autorką stylów przywiązania jest Mary Ainsworth, która prowadziła wieloletnie badania nad niemowlętami i ich matkami. Zbadała tysiące dzieci i ich matek i na tej podstawie stworzyła i opracowała trzy style przywiązania:

Przywiązanie bezpieczne. To najczęściej występujący typ przywiązania, który opiera się na poczuciu bezpieczeństwa. Kształtuje się gdy matka (opiekun) jest dostępna dla dziecka, odpowiada na jego potrzeby, podąża za nimi oraz jest przewidywalna w swoich zachowaniach. Dziecko czuje się bezpiecznie, a matka jest wrażliwa na jego potrzeby. Podczas rozstania z matką niemowlę najczęściej reaguje ogólnym niepokojem, jednak po powrocie opiekuna/matki szybko się uspokaja, daje się pocieszyć gdy trzeba i spokojne wraca do przerwanej zabawy.

Przywiązanie lękowo-ambiwalentne. Kształtuje się najczęściej w sytuacji kiedy matka/opiekun nie jest przewidywalna w swoich zachowaniach wobec dziecka. Matka bywa dostępna i pomocna, ale bywa też unikająca, separująca się i nie reagująca na potrzeby dziecka. Dziecko doświadcza niepewności co do zachowań mamy/opiekuna. Dzieci podczas rozłąki z matką wykazują bardzo duży niepokój, trudno je pocieszyć gdy matka wraca. Poszukują z nią kontaktu, z czasem jednak pojawia się u nich gniew i mogą protestować przeciwko bliskości.

Przywiązanie lękowo-unikowe. Kształtuje się wówczas gdy dziecko oczekuje opieki, lecz jej nie otrzymuje i czuje się odtrącone. Dziecko po nieobecności matki nie szuka z nią kontaktu. Nie opiera się, lecz nie szuka kontaktu.

Do tematu więzi będę wracać, bo to tylko garstka tego, czym chciałabym się z Wami podzielić.

Początki macierzyństwa bywają trudne więc nie wymagajmy od siebie, że będziemy idealnymi matkami, bo takie - nie istnieją. Najważniejsze jest to by być i dać dziecku wszystko czego potrzebuje, od początku, mimo trudności i mimo tego, że nie zawsze jest kolorowo. 





sobota, 6 grudnia 2014

Króliczek


Od drugich urodzin to ulubiony króliczek Amelki. Jest przesympatyczny (potrafi się nawet turlać). Wystarczą cztery drewniane elementy żeby zapewnić dziecku przyjemną zabawę na długo. Dziecko manipuluje klockami, układa z nich co chce. Teraz Amelka najczęściej buduje domek dla króliczka. A zły wilk (czytaj: mama) przychodzi, dmucha i domek się rozpada, więc czym prędzej trzeba znów go zbudować żeby królik był bezpieczny ;) Od słowa do słowa we dwie wymyśliłyśmy tą zabawę. 

Zabawka zdecydowanie wspomagająca rozwój dziecka, szczególnie rozwój umysłowy. Dla dzieciaczków od 2-5 roku życia. Zabawa nią ćwiczy motorykę małą, rozwija wyobraźnię, zachęca do myślenia. Do klocków dołączone są karty z zadaniami. Dziecko z naszą pomocą lub bez, w zależności od wieku, może układać klocki i króliczka tak jak pokazuje karta. U nas karty czekają w pudełku na przyszłe lata, a póki co to już wiecie jak jest. To zabawka na długie lata. Amelcia ma szczęście do prezentów, ten był urodzinowy! :) 











Króliczek firmy GRANNA.

środa, 3 grudnia 2014

Bajki dla dwulatka.

Jeśli śledzicie blog regularnie to pewnie znacie mnie już trochę. Jeśli tak jest, to z pewnością wiecie, że bajki i książki dla malucha to u nas zawsze numer jeden. Czytamy codziennie. Amelka bardzo lubi książeczki, oglądać, opowiadać i czytać po swojemu. Ma już swoją biblioteczkę, która stale się rozbudowuje. Ściślej, ja ją rozbudowuję, rodzina, znajomi, Amelka również - ona sama wybiera książeczki dla siebie. 
Dzisiaj pokażę Wam pozycje, które u nas od jakiegoś czasu są na topie. Szał zakupowy, przedświąteczny trwa. A przecież książka to zawsze dobry prezent, nieprawdaż? :)

Śmiało mogę powiedzieć, że są to książki, które idealnie najadą się dla dwulatków (rzecz jasna nie tylko). Oprócz tego, że bawią, są również doskonałym narzędziem do nauki, do rozwoju i poznawania świata. 

Zabawa z kolorami. Dwa latka to wiek kiedy dziecko bardzo chętnie poznaje kolory. Ta książeczka to doskonała pomoc do nauki kolorów, ale nie tylko. To bajeczka również na ćwiczenie spostrzegawczości. Dziecko szuka przeróżnych pojazdów, flag, zwierzątek. Przede wszystkim jednak służy do dobrej zabawy. Dodatkowym gadżetem jest pokrętło do zmieniania kolorów. Minął już prawie miesiąc od zakupu tej bajeczki, a Amelka sięga po nią codziennie. Dostępna jest również część druga: Zabawa z liczbami. 





Kopciuszek i inne. Książka do słuchania i czytania z przyciskami. Wspaniała seria najpiękniejszych bajek z przyjemnym głosem lektora. Polecam Wam bardzo! 

Kolejna rewelacyjna seria bajek. Są to bajki obrazkowe, dzięki którym maluch może poznawać świat, tworzyć ciekawe historie, uczyć się nowych słów, opowiadać historyjki. Udana zabawa na długi czas - gwarantowana! :) 


Zgadnij co to. Bajka dla najmłodszych, ale też dla starszych dzieci. Zawiera ciekawe zagadki, obrazki i zgadywanki. Oprócz przyjemnej zabawy, dziecko może nauczyć się mnóstwa nowych słów. 




Resztę naszych perełek pokażę niebawem. Wpisy książkowe możecie znaleźć również w TYM i w TYM poście.

Warto czytać dzieciom! :)

Jakie książki lubią Wasze maluchy? My ciągle szukamy wartych uwagi, ciekawych bajek, więc jeśli macie swoje ulubione tytuły, podzielcie się :)

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Była sobie raz niekonsekwentna mama.

Taka sytuacja. Mama z kilkuletnim chłopcem w centrum handlowym. Chłopczyk wsiadł do ciuchci i jedzie szczęśliwy. Później dosiada się dziewczynka. Jadą razem. Po kilku minutach ciuchcia się zatrzymuje. Wysiadają. Dziewczynka szybko wsiada z powrotem na pierwsze miejsce, chłopczyk też bardzo chce, ale mama mówi nie "Nie bo jestem zmęczona, wracamy już". Ciuchcia ruszyła. Dziewczynka jechała z uśmiechem na twarzy. Chłopczyk słysząc 'nie' zaczął biegać w kółko, biegał biegał za jadącą ciuchcią i jęczał, że chce, krzyczał coraz głośniej i głośniej. Na co mama konsekwentnie nie bo idziemy już, wracamy, ale nie wzięła chłopca. On dalej biegał i jęczał na co mama: no doooobrze, wsiądź sobie. Wsiadł i w tej samej sekundzie ciuchcia się zatrzymała. Na co mama: chodźmy. I poszli - rozżalony chłopczyk i niezadowolona mama.




Co można powiedzieć o rodzinie widząc ją przez 3 minuty? Czasem nic a czasem więcej niż nam się wydaje. Często ludzie są zupełnie nieświadomi tego, że jednym słowem, jednym gestem są w stanie pokazać dziecku na ile ono może sobie pozwolić. Taka zwykła, codzienna sytuacja. Dla mnie smutna i dla nich pewnie też. Tyle wniosków można z niej wyciągnąć i z obserwacji można wziąć naukę dla siebie. Wystarczy się przyjrzeć.

Co lepszego można zrobić?
O ile prościej by było gdyby Mama powiedziała synkowi, że idziemy i faktycznie by poszli? Owszem, pewnie nie byłoby łatwo, ale przecież w domu prawdopodobnie czekają na dziecko jego ulubione zabawki, bajki, przekąski, które lubi i które w tej chwili mogłyby go przekonać. Może warto dziecko zachęcić i przypomnieć mu co będzie na niego czekać gdy pójdziemy? A może zamiast iść, pobiegliby, albo poszli w podskokach? Albo gdyby powiedziała mu, dobrze ostatni raz możesz pojechać. Przecież to tylko 2 czy 3 minuty, które dziecku mogą dać mnóstwo radości.

Wyrywamy na siłę dziecko gdy ono bawi się w najlepsze, nie dając mu nawet szansy, żeby spokojnie skończyło zabawę. Często nie mamy czasu, musimy już iść, śpieszymy się, jesteśmy zmęczeni. Nie musimy jednak polegać na rozwiązaniach, które tylko szkodzą i nam i dziecku. 

Mama uległa jękom i krzykom synka, bo już prawdopodobnie nie miała siły ani cierpliwości zrobić 
czy wymyślić coś innego, kreatywnego, zajmującego uwagę dziecka. Za każdym kolejnym razem może być podobnie i dziecko nauczy się, że krzykiem i jękiem osiągnie to co chce. Proste. Tak prosto i szybko uczą się dzieci. 

Mama nic nie zyskała, bo ani nie odpoczęła, ani nie była konsekwentna, a uległa. Synek też nie skorzystał bo w końcu i tak nie pojechał ciuchcią. Nauczył się tylko, że jęczenie przekonuje mamę.

Stojąc z boku i przyglądając się łatwo jest dawać sądy. Obserwator zawsze ma prościej bo patrzy, a nie odczuwa tego co w danej chwili może przeżywać aktor - rodzic. 

Takie sytuacje to dla wielu rodziców codzienność. Nie radzą sobie z zachowaniem dziecka, bo nieświadomi są tego, że nawet jedno słowo, zachowanie, gest, którego nie dostrzegają w swoim zachowaniu może być taki znaczący dla dziecka w danej chwili.