poniedziałek, 1 grudnia 2014

Była sobie raz niekonsekwentna mama.

Taka sytuacja. Mama z kilkuletnim chłopcem w centrum handlowym. Chłopczyk wsiadł do ciuchci i jedzie szczęśliwy. Później dosiada się dziewczynka. Jadą razem. Po kilku minutach ciuchcia się zatrzymuje. Wysiadają. Dziewczynka szybko wsiada z powrotem na pierwsze miejsce, chłopczyk też bardzo chce, ale mama mówi nie "Nie bo jestem zmęczona, wracamy już". Ciuchcia ruszyła. Dziewczynka jechała z uśmiechem na twarzy. Chłopczyk słysząc 'nie' zaczął biegać w kółko, biegał biegał za jadącą ciuchcią i jęczał, że chce, krzyczał coraz głośniej i głośniej. Na co mama konsekwentnie nie bo idziemy już, wracamy, ale nie wzięła chłopca. On dalej biegał i jęczał na co mama: no doooobrze, wsiądź sobie. Wsiadł i w tej samej sekundzie ciuchcia się zatrzymała. Na co mama: chodźmy. I poszli - rozżalony chłopczyk i niezadowolona mama.




Co można powiedzieć o rodzinie widząc ją przez 3 minuty? Czasem nic a czasem więcej niż nam się wydaje. Często ludzie są zupełnie nieświadomi tego, że jednym słowem, jednym gestem są w stanie pokazać dziecku na ile ono może sobie pozwolić. Taka zwykła, codzienna sytuacja. Dla mnie smutna i dla nich pewnie też. Tyle wniosków można z niej wyciągnąć i z obserwacji można wziąć naukę dla siebie. Wystarczy się przyjrzeć.

Co lepszego można zrobić?
O ile prościej by było gdyby Mama powiedziała synkowi, że idziemy i faktycznie by poszli? Owszem, pewnie nie byłoby łatwo, ale przecież w domu prawdopodobnie czekają na dziecko jego ulubione zabawki, bajki, przekąski, które lubi i które w tej chwili mogłyby go przekonać. Może warto dziecko zachęcić i przypomnieć mu co będzie na niego czekać gdy pójdziemy? A może zamiast iść, pobiegliby, albo poszli w podskokach? Albo gdyby powiedziała mu, dobrze ostatni raz możesz pojechać. Przecież to tylko 2 czy 3 minuty, które dziecku mogą dać mnóstwo radości.

Wyrywamy na siłę dziecko gdy ono bawi się w najlepsze, nie dając mu nawet szansy, żeby spokojnie skończyło zabawę. Często nie mamy czasu, musimy już iść, śpieszymy się, jesteśmy zmęczeni. Nie musimy jednak polegać na rozwiązaniach, które tylko szkodzą i nam i dziecku. 

Mama uległa jękom i krzykom synka, bo już prawdopodobnie nie miała siły ani cierpliwości zrobić 
czy wymyślić coś innego, kreatywnego, zajmującego uwagę dziecka. Za każdym kolejnym razem może być podobnie i dziecko nauczy się, że krzykiem i jękiem osiągnie to co chce. Proste. Tak prosto i szybko uczą się dzieci. 

Mama nic nie zyskała, bo ani nie odpoczęła, ani nie była konsekwentna, a uległa. Synek też nie skorzystał bo w końcu i tak nie pojechał ciuchcią. Nauczył się tylko, że jęczenie przekonuje mamę.

Stojąc z boku i przyglądając się łatwo jest dawać sądy. Obserwator zawsze ma prościej bo patrzy, a nie odczuwa tego co w danej chwili może przeżywać aktor - rodzic. 

Takie sytuacje to dla wielu rodziców codzienność. Nie radzą sobie z zachowaniem dziecka, bo nieświadomi są tego, że nawet jedno słowo, zachowanie, gest, którego nie dostrzegają w swoim zachowaniu może być taki znaczący dla dziecka w danej chwili. 

2 komentarze:

  1. Takze statam sie byc konsekwentna . Nie raz widzialam matke wychodzaca ze sklepu z placzacym dzieckiem "przylepionym" do nogi po czym slyszalam komentarze innych jaka to jest matka ze daje dziecku plakac, jak strasznie je krzywdzi bo nie daje sobie wejsc na glowe. Od kiedy mieszkam w wielkiej brytanii zauwazylam ze tutaj jest to na porzadku dziennym. Nikogo nie dziwi ze matka idzie spokojnie z rozdraznionym dzieckiem w wozku. Takze jestem za takim wychowywaniem. Przeciez skoro mu czegos zabraniam (patrzac na przyklad ktory zaprezentowalas) to nie znaczy ze jestem zla matka lub robie mu krzywde.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze. A co powinnam zrobić jeśli moja 2 letnia niespełna córka wymusza cycusia? Ona chce już natychmiast, a nie zawsze się da dac tak od razu. Zaczyna płakać, a juz po chwili to nawet histeryzować. Nie chcę jej jeszcze odstawiac od piersi. Nie o to mi chodzi. Chodzi mi o to, żeby sama się uspokoila. Bo to wygląda tak jakby cos ja zdenerwowalo, np. czegoś jej odmawiam, to zaczyna wołać cycusia, bo chce sie uspokoic. Ja w tej histerii nie chce jej dawać, probuje przeczekać, choć czasem płacze i krzyczy nawet 45 minut zanim sie uspokoi. Jak się uspokoi to powinnam jej dać tego cycusia, czy nie? No bo z jednej strony uczy sie wytrwałości w tym plakaniu, a z drugiej strony czy nie powinnam jej dać skoro sie uspokoiła i jest spokojna? To przeciez forma nagrody, że się uspokoila. Nie wiem jak postępować. Czy to juz bunt dwulatka? Za miesiac córka skonczy 2 lata. Proszę o poradę. Kasia

    OdpowiedzUsuń