sobota, 28 marca 2015

Jak oszczędzić dziecku strachu?


Każdego dnia dostrzegam z jaką łatwością dzieci powielają zachowania swoich rodziców. Reagują jak my - rodzice, mówią jak my, nieraz kropka w kropkę naśladują nasze zachowanie. Im starsze dzieci tym częściej jesteśmy w stanie to zaobserwować. Nie dość, że dzieci są najlepszymi obserwatorami jakich znam, to jeszcze doskonale potrafią kopiować nas dorosłych, reagować jak my i nawet bać się tego co my.

Coraz częściej zdarzają się dni, że walczę ze swoimi fobiami, po to by zwyczajnie nie nauczyć ich dziecka. Moje fobie nie muszą stać się fobiami dziecka. Nie narzucajmy dziecku lęków na przykład strasząc kimś lub czymś, że gdy nie będzie grzeczne to pani go zabierze, mamusia pójdzie i zostawi. Innym przykładem może być nieświadome nawet zakłócanie chęci malucha do poznawania świata, badania otoczenia i chęci poznania wszystkiego co nowe. Nawet jeśli widok robaczka, pająka czy jaszczurki w sklepie zoologicznym wywołuje u mnie liczne reakcje skłaniające mnie do ucieczki to nie poddaję się, bo wiem, że dla dziecka to kolejna fascynująca możliwość do odkrywani świata i zachwycania się nim. Przykładem może być robak, zwykły robak, który potrafi zachwycić dziecko do momentu aż my nie powiemy mu, że ten robak jest odrażający i najlepiej nawet na niego nie patrzeć. Dzięki mojej córce dostrzegam teraz rzeczy, obok których wcześniej przeszłabym obojętnie. Przyglądam się małym stworzonkom razem z nią. Wiem, że wystarczy jedno słowo, jeden zły ruch, jeden okrzyk przerażenia i dziecko już nauczy się reagować w ten sam sposób i zwyczajnie nauczy się bać, bo skoro Mama się boi...

Sztuką jest powiedzieć sobie stop w odpowiednim momencie panując nad swoimi emocjami i reakcjami. Ale myślę, że warto, by nie zarażać naszych dzieci naszymi fobiami...Nie ukrywając przy tym swoich emocji i lęków ale nie obarczając nimi naszych dzieci. 


niedziela, 8 marca 2015

Mam to szczęście - mam czas dla dziecka



Minęło prawie 29 miesięcy od narodzin mojej córki. Spędziłam piękne dwa lata na obserwowaniu tego jak rośnie moje dziecko. Pamiętam każdy jej mały wielki sukces. Pierwsze silne uniesienie głowy, pierwsze samodzielne siedzenie, pierwszy krok, pierwsze słowo. Wszystko to pamiętam. Nie ze zdjęć, nie z opowieści tylko z życia i z bycia przy niej. Cieszę się, że było mi to dane. Miałam i nadal mam czas dla mojej córki. Mniej mam go dla siebie, ale jestem szczęśliwa. Nie przeszkadza mi wziąć małą na ręce czy za rękę i iść na kawę z koleżanką i z dzieckiem. Bo iść na kawę z myślą, że akurat w momencie mojego wyjścia, córka tak bardzo chciała być ze mną - to żadna przyjemność dla mnie. Bez dziecka też, tak! Wyjścia bez dziecka są potrzebne i normalne. Jednak dziś nie o tym piszę. 

Moje szczęście polega na tym, że wybrałam sprawy ważniejsze dla mnie jako matki. Mam czas dla mojego dziecka. Bo mając dziecko nasza obecność jest dla niego nieoceniona. Co z moją pracą i karierą? Rozwijam się. Pracuję, tworzę ale stawiam małe kroki. Taką przyjęłam taktykę, która doskonale sprawdza się w moim życiu. Najpierw stałam się matką. Potem stałam się psychologiem, później blogerką, teraz to wszystko się łączy. Wychowuję dziecko, pracuję, bloguję i idę do przodu. Bo z dzieckiem można. Choć inni myślą, że nie zrobisz nic z dzieckiem u boku, to rób swoje, powoli, małymi krokami spełniaj swoje marzenia. Mogłabym zrobić i osiągnąć wiele rzeczy szybciej, ale nie robię tego, bo zależy mi na czasie, którego potrzebuje moje dziecko. 

Ku refleksji podam Wam przykład, którego niegdyś byłam świadkiem:

Dwuletni chłopiec trafił do szpitala z zapaleniem płuc. To już jego piąta albo szósta dłuższa wizyta w szpitalu. Rodzice pracują, z dzieckiem widzą się w weekendy. Dziadkowie wychowują wnuka w swoim domu. Rodzice w weekendy spędzają czas z dzieckiem i wtedy są wszyscy w swoim gniazdku. Wyglądali na szczęśliwych. 

Gdy Synek jest chory rodzice są przy nim non stop w domu czy w szpitalu. Na zmianę. Chłopiec chory ale czy nieszczęśliwy skoro rodzice w końcu...są?  

I w tym momencie odsyłam Was do rewelacyjnego tekstu Małgorzaty Ohme, który zainspirował mnie do napisania tegoż posta. O czasie, którego rodzice nie mają: http://malgorzataohme.mamadu.pl/117277,wspolczesni-rodzice-daja-wszystko-procz-czasu