niedziela, 8 marca 2015

Mam to szczęście - mam czas dla dziecka



Minęło prawie 29 miesięcy od narodzin mojej córki. Spędziłam piękne dwa lata na obserwowaniu tego jak rośnie moje dziecko. Pamiętam każdy jej mały wielki sukces. Pierwsze silne uniesienie głowy, pierwsze samodzielne siedzenie, pierwszy krok, pierwsze słowo. Wszystko to pamiętam. Nie ze zdjęć, nie z opowieści tylko z życia i z bycia przy niej. Cieszę się, że było mi to dane. Miałam i nadal mam czas dla mojej córki. Mniej mam go dla siebie, ale jestem szczęśliwa. Nie przeszkadza mi wziąć małą na ręce czy za rękę i iść na kawę z koleżanką i z dzieckiem. Bo iść na kawę z myślą, że akurat w momencie mojego wyjścia, córka tak bardzo chciała być ze mną - to żadna przyjemność dla mnie. Bez dziecka też, tak! Wyjścia bez dziecka są potrzebne i normalne. Jednak dziś nie o tym piszę. 

Moje szczęście polega na tym, że wybrałam sprawy ważniejsze dla mnie jako matki. Mam czas dla mojego dziecka. Bo mając dziecko nasza obecność jest dla niego nieoceniona. Co z moją pracą i karierą? Rozwijam się. Pracuję, tworzę ale stawiam małe kroki. Taką przyjęłam taktykę, która doskonale sprawdza się w moim życiu. Najpierw stałam się matką. Potem stałam się psychologiem, później blogerką, teraz to wszystko się łączy. Wychowuję dziecko, pracuję, bloguję i idę do przodu. Bo z dzieckiem można. Choć inni myślą, że nie zrobisz nic z dzieckiem u boku, to rób swoje, powoli, małymi krokami spełniaj swoje marzenia. Mogłabym zrobić i osiągnąć wiele rzeczy szybciej, ale nie robię tego, bo zależy mi na czasie, którego potrzebuje moje dziecko. 

Ku refleksji podam Wam przykład, którego niegdyś byłam świadkiem:

Dwuletni chłopiec trafił do szpitala z zapaleniem płuc. To już jego piąta albo szósta dłuższa wizyta w szpitalu. Rodzice pracują, z dzieckiem widzą się w weekendy. Dziadkowie wychowują wnuka w swoim domu. Rodzice w weekendy spędzają czas z dzieckiem i wtedy są wszyscy w swoim gniazdku. Wyglądali na szczęśliwych. 

Gdy Synek jest chory rodzice są przy nim non stop w domu czy w szpitalu. Na zmianę. Chłopiec chory ale czy nieszczęśliwy skoro rodzice w końcu...są?  

I w tym momencie odsyłam Was do rewelacyjnego tekstu Małgorzaty Ohme, który zainspirował mnie do napisania tegoż posta. O czasie, którego rodzice nie mają: http://malgorzataohme.mamadu.pl/117277,wspolczesni-rodzice-daja-wszystko-procz-czasu

2 komentarze:

  1. Tez mam tak jak ty, z ta jednak różnicą, że nie pracuję w domu :( w ogóle na razie nie pracuję mimo, że córka ma juz 5,5 roku i chodzi do przedszkola! To cudowne móc być z dzieckiem, zwłaszcza, że obawiam się iz drugi raz nie będzie mi dane tego przezywać!

    OdpowiedzUsuń
  2. Staram się mieć dla córki jak najwięcej czasu, ale to trudne pracując i ogarniając cały dom. Żal mi tych chwil, które tracimy..

    OdpowiedzUsuń