piątek, 6 maja 2016

Bądź grzeczny.



Pytaliście kiedyś swoje dziecko, co to znaczy bycie grzecznym?
A czy mówiliście kiedyś do dziecka zdanie: 'bądź grzeczny'?

Wczoraj zapytałam Amelki, co to znaczy być grzecznym. Odpowiedź bardzo mnie zaskoczyła. Powiedziała, że to znaczy 'robić wszystko tak jak trzeba'. To jej definicja. Słowo zna, znaczenie zna. Czy jednak w codziennych sytuacjach komunikat 'bądź grzeczny/a' nam pomaga i sprawia, że dziecko magicznie staje się grzeczne? Czego oczekujemy od malucha, gdy tak do niego mówimy?

Zadajmy sobie kilka ważnych pytań dotyczących naszych komunikatów, które kierujemy do dziecka każdego dnia. 

'Przestań, zostaw to, odłóż to, nie ruszaj tego, uważaj' - większość rodziców stwierdzi - norma. 'Codziennie tak mówię do dziecka'. Ok i czy to pomaga? Ile razy musisz powtórzyć to samo by dziecko zrozumiało? Jeśli dziesiątki to znaczy, że albo Twoja pociecha Cię nie rozumie, albo sposób czy ton którym mówisz powoduje, że dziecko nie chce Cię wysłuchać. A może jego uwaga jest skupiona na czymś zupełnie innym? A może po prostu wypowiedziałeś to zdanie już tyle razy, że dziecko nie zwraca uwagi na nie i na Twój komunikat. 

Ogarnia nas wtedy bezsilność, frustracja, złość bierze górę. Dlaczego mój syn/córka mnie nie słucha? Co robię źle?

'Bądź grzeczny' komunikat, który pada z ust każdego rodzica. Jedni używają go rzadko, inni każdego dnia, w każdej trudnej sytuacji. Najczęściej pada on wtedy gdy oczekujemy od dziecka aby się uspokoiło, przestało wykonywać daną czynność, albo zachowywało się tak jakbyśmy sobie tego życzyli. Często możemy usłyszeć również 'zobacz jaki chłopczyk jest grzeczny, a Ty taki niegrzeczny' - to jedno ze zdań, które jeśli choć raz skierowaliśmy w stronę dziecka, powinniśmy jak najszybciej zaprzestać. Co dziecko słyszy? Tamto dziecko jest lepsze, bo jest grzeczne, a ja jestem gorszy. Czy naprawdę chcemy, aby nasze dziecko tak siebie postrzegało? Jako gorsze od innych? 

Lepszym sposobem będzie znalezienie wspólnej drogi, by towarzyszyć dziecku w jego emocjach, mówić o nich otwarcie, mówić też o naszych oczekiwaniach. Zwróćmy uwagę na potrzebę naszego dziecka. Co ono czuje? 

Wróćmy do komunikatu 'bądź grzeczny'. 
Zanim posłużymy się tym zdaniem, warto się zastanowić czy dziecko jest faktycznie w stanie spełnić Twoją prośbę, czy ono wie o co je prosisz? Jeśli odpowiedź brzmi nie to znaczy, że warto zmienić coś w sposobie komunikowania się. 

Wielokrotnie łapię się na tym, że powtarzam mojej trzylatce by czegoś nie robiła. Staram się nad tym panować, bo wiem, że jestem w stanie powiedzieć to inaczej, innym tonem i tak by zrozumiała. Z drugiej strony zawsze też zadaję sobie pytanie, czy FAKTYCZNIE MUSZĘ ZABRONIĆ czegoś dziecku. 

Ostatnio Amelka ma tendencję do szurania różnymi rzeczami po podłodze - nogami. Kabelkami czy innymi przedmiotami, które dostrzeże na podłodze. Działa to na mnie jak płachta na byka. W ciąży ze zdwojoną siłą :) 
Powiedziałam już tyle razy: 'nie rób tak' 'przestań', nie skutkowało. Tylko się denerwowałam. 
Znacznie lepiej się czułam gdy: uspokoiłam się, wzięłam głęboki oddech, spojrzałam na dziecko i powiedziałam.  'Amelko, proszę abyś przestała dotykać nogami tych kabli' i zajęłyśmy się czymś innym. Czy to myślenie magiczne, czy to życzeniowe myślenie, czy sposób w jaki to powiedziałam sprawił, że moje dziecko przestało hałasować tymi kabelkami. Poprosiłam o konkretną rzecz i zobaczyłam efekt. 

Udało się, staram się tak częściej. Unikam sformułowań, które nam wydają się oczywiste, a dla dziecka są trudne do zrozumienia i które są zbyt ogólne by je zrozumiało i fizycznie dla niego niewykonalne. 

Czy więc zdanie 'bądź grzeczny' kierowane do dziecka nam pomaga? Czy pomaga w jakikolwiek sposób dziecku? Odpowiedź jest jasna i krótka. Nie pomaga. Dlaczego? 

Ponieważ po pierwsze, jest to zbyt ogólny komunikat. Po drugie, czy dziecko roczne, dwu, trzyletnie będzie fizycznie w stanie wykonać naszą prośbę? 

Może, po miesiącach, czy latach kiedy codziennie słyszy to zdanie w końcu zrozumie. Ale czy o to nam chodzi? Aby mówić do dziecka w sposób, którego ono nie zrozumie i który powoduje tylko naszą i dziecka frustrację bo nie zmienia niczego? 

Zamiast kierować do dziecka OGÓLNY KOMUNIKAT, starajmy skupić się na szczególe. Powiedz do dziecka czego konkretnie oczekujesz, być może będzie w stanie zrobić to o co prosisz. Chcesz aby przestało mazać tłustymi palcami po lustrze?

Możesz na przykład powiedzieć: "Nie chcę żebyś mazał palcami po lustrze" zamiast "przestań". Prosty komunikat, prośba o KONKRETNE ZACHOWANIE, albo zaprzestanie go. Znajdź inną formę dzięki, której dziecko pobawi się w sposób który chce. Pokaż że zamiast na lustrze może mazać palcami zamoczonymi w farbie po kartce. Przykładów może być miliony, ale mam nadzieję, że udało mi się przytoczyć Wam istotę tego problemu. 

Błędów w komunikacji popełniamy codziennie mnóstwo, często nieświadomie. Obiecuję jeszcze napisać Wam jakie to najczęściej błędy popełniamy jako rodzice w rozmowie i prośbach kierowanych do naszych pociech. By żyło i rozmawiało się lepiej :) 

Inspiracją do tego tekstu była książka 'Psychologia relacji' o tym jak budować świadome związki z partnerem, dzieckiem i rodzicami - Mateusza Grzesiaka, którą serdecznie Wam polecam. 

6 komentarzy:

  1. Czasem nawet najbardziej sprecyzowana prośba w kierunku dziecka nie daje efektu, ale...najważniejsze to nie wpadać w złośc i się nie poddawać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra rada. Od dzisiaj zacznę stosować:)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Nie" działa na dzieci odwrotnie niż powinno. Zazwyczaj tak jest, że dzieci na to NIE nie reagują, albo popadają w złość. U Nas od początku było tak (zwłaszcza, gdy Hania zaczęła raczkować i chodzić), że padały słowa "Nie, bo...", albo po prostu "kubek jest gorący i możesz się poparzyć, będzie ała". Działało.
    Teraz, gdy urodziła się mała, a Hania prosi mnie o pomoc, kiedy akurat karmię Maję, mówię "Kochanie, mama nakarmi Maję i zaraz do Ciebie przyjdzie, dobrze?" Zawsze jest "Tak" i córka czeka.
    Ostatnim razem bylam mocno zajęta- już nie pamiętam czym i w dodatku strasznie się śpieszyłam. Starsza córka coś chciała, jakąś zabawkę, której sięgnąć nie mogła. W pośpiechu odpowiedziałam "nie, nie mogę teraz" i był płacz, opuściła głowę, usiadła na łóżku i szlochała. Ogarnęłam się na szczęście, zawołałam, żeby się przytuliła i wyjaśniłam, że muszę zrobić bardzo ważną rzecz i jeśli poczeka, aż skończę, to pójdę z Nią i sięgnę zabawkę. Na szczęście mojemu dziecku wrócił uśmiech na twarzy, a u mnie wyrzuty sumienia się zmniejszyły, bo szczerze powiem, że gryzły mnie strasznie- tłumaczę się, że to przez pośpiech i moje rozkojarzenie. Ale od tamtej pory się pilnuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przy dzieciakach trzeba mieć mega wielkie pokłady cierpliwości, wyrozumiałości ;-) Czasem mi tego brakuje ale każdy ma jakieś potknięcia .... tak sobie przynajmniej tłumaczę :P Najważniejsze są rozmowy.... by nie zostawiać dzieci tak ... samych sobie :-)) Dobra komunikacja zaprocentuje :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zawsze staram się komunikować dokładnie i co mi chodzi, ale czasem wsiadam, jak mój synek 2,5 letni tysiąc razy odpowiada: nie!

    OdpowiedzUsuń